poniedziałek, 9 czerwca 2014

Rozdział 3

#Gabriela

 Siedziałam na lotnisku patrząc na gaworzącego Wiktora w nosidełku. Pożegnałam się z każdym, prawie. Jedynie Kamil nie miał ochoty na jakiekolwiek rozmowy ze mną. Przy sobie miałam tylko bagaż podręczny, resztę najpotrzebniejszych rzeczy wywiozła firma transportowa do austriackiego mieszkania. Trzy pokoje, łazienka , kuchnia i balkon. Wszystko urządzone, umeblowane dokładnie tak jak chciałam. Od poniedziałku mogę zacząć pracę a teraz przez te cztery dni będę się musiała jakoś za klimatyzować. Muszę znaleźć nianię do synka,żeby mieć go na wszelki wypadek z kim zostawiać, ustalone miałam z prezesem,że przez jakiś czas będę mogła zabierać małego do związku bo i tak pewnie nie będzie przeszkadzał. Na pewno nie będzie bo Wiktor to przecież najspokojniejsze dziecko na świecie. Z Flughafen Innsbruck-Kranebitte odbierze mnie specjalnie podstawiony kierowca który zawiezie pod same drzwi chronionego osiedla. Chronione, bo nie chodzi już tylko o mnie tylko o Małego któremu muszę zapewnić bezpieczeństwo w każdym calu. Zbliżała się godzina odprawy więc powoli zaczęłam się zbierać. Przewiesiłam na ramieniu torbę i chwyciłam mocno nosidełko, zakupione zgodnie z zaleceniami lekarza z którym konsultowałam możliwość lotu z takim maleństwem. Według niego lepszy lot niż podróż samochodem która też przeszła mi przez głowę.
-Gabryśka!-odwróciłam głowę odruchowo słysząc swoje imię ale pewnie mi się wydawało. 
-Gabrysia!
Nawoływanie się ponowiło i głos jakby znajomy. Wychyliłam bardziej do przodu głowę i ujrzałam chodzącego między krzesełkami Kamila. Mojego Kamyka.
-Kamil!
Postawiłam Małego w nosidełku na ziemi razem z torbą. Nie czekałam długo po brat od razu znalazł się koło mnie i zamknął w swoim mocnym uścisku.
-Tak się bałem,że się spóźniłem-przytulił mnie do siebie jeszcze mocniej-że wylecisz nadal na mnie zła.
-Nie jestem zła, braciszku.
-A powinnaś, przepraszam zachowałem się jak skończony idiota a ty masz prawo do podejmowania samodzielnie decyzji.
-Nie ważne już-zaśmiałam się odsuwając od niego-ważne,że znów będzie jak dawniej.
-Będę tęsknił, i błagam dbaj o siebie i Małego-pocałował mnie w czoło.
-Będę Kamyś, a wy pracujcie mi tu nad bratankiem albo siostrzeńcem-podniosłam nosidełko a Kamil pocałował w czółko również Wiktorka.
-Już nie musimy-lekko się uśmiechnął.
-Udało się ?
-Nie, ale mamy zamiar adoptować półtoraroczną dziewczynkę-łza zakręciła mi się w oku słysząc wyznanie brata.
-Kocham was Kamyś.
-Do zobaczenia, Gabryś!

#Gregor

Dobra, kompletnie sobie nie radzę i nie wiem co mam robić.Większość czasu ostatnio spędzałem z córką której chyba trochę się poprawiło jednak nie do końca. Teraz jednak nadszedł ten czas kiedy powoli muszę wracać do treningów i szykować się do letniego Grand Prix a znalezienie opiekunki w tym momencie graniczy z cudem bo na każdą Caroline reaguje płaczem a kandydatka ucieka. Jak tak dalej pójdzie będę wcześniej ściągnąć do siebie mamę albo siostrę.
-Gregor dobrze wiesz,że możesz ją zostawiać u mnie i Kris-Thomas kolejny raz starał się przekonać mnie do racji swoich i partnerki.
-Kristina i tak mi dużo pomaga, a poza tym ona i tak ma pod pieką waszą córkę, Thomas.
-Bo Twój mały aniołek zrobi różnicę, zresztą i tak zawsze jest z nią mama, a i sama Kris tego chce-nalegał jednak jego wypowiedź została przerwana przez stukot w mieszkaniu obok.
-Zastanowię się ale raczej nie, Thomas. Dzięki za dobre chęci.
-Przemyśl to sobie stary, nowi sąsiedzi ?
-Chyba rodzina, widziałem mebelki dziecięce-sięgnąłem po swoją szklankę.
-Eee myślałem,że jakaś studentka ewentualnie dwie-zaśmiał się blondyn a ja skwitowałem cichym idiota i wróciliśmy do dalszej rozmowy na temat nadchodzącego sezonu dopóki do Thomasa nie zadzwoniła Kristina przypominając o dzisiejszym szczepieniu Lilly na które musi je zawieźć.Odprowadziłem go więc do drzwi i pożegnałem. Już miałem je zamykać kiedy usłyszałem jakiś huk na parterze chyba, przestraszony,że ta łamaga coś znów sobie zrobiła zbiegłem na dół ale zamiast niego zastałem tam blondynkę która jedną ręką trzymała smoczek w buzi dziecka w nosidełku a drugą zbierała rzeczy które jej się wysypały. Pod nosem coś mówiła, ale nie w naszym języku.
-Pomogę-podbiegłem do kobiety oferując pomoc jak na dżentelmena przystało. Szybko jakoś powrzucałem do wszystko do torby i chwyciłem ją w dłonie.
-Dam sobie radę-czyli umie również płynnie po niemiecku.
-Które piętro ?-spytałem puszczając jej wtrącenie między uszami.
-Pierwsze-lekko się uśmiechnęła i uniosła nosidełko.
Wniosłem jej torbę i zaniosłem pod same drzwi.
-Nie mówiłam jaki numer-lekko się uśmiechnęła stawiając nosidełko ze śpiącym niemowlakiem.
-Ale to musiała być 4-no czy ona jeszcze mnie nie poznała po tym uśmiechu ?
-A to niby czemu ?-spytała przekręcając klucz.
-Bo ja mieszkam pod 3, droga Sąsiadko-zaśmiałem się.
-Aaa aha-zmieszała się otwierając drzwi-w takim razie dziękuję sąsiedzie za pomoc.
Nie usłyszała nawet mojego nie ma za co i może skończę się już tak szczerzyć bo jak jej mąż się o tym dowie to jak nic stracę zęby.

Tylko tyle dałam radę teraz z siebie wykrzesać ale to przejściowe. 
W tym tygodniu raczej nie dam rady dodać kolejnego bo pracuję ale w przyszłym się spodziewajcie nowości u Gregora i Gabrysi  :) 

3 komentarze:

  1. Jest pierwsze spotkanie! Gregor, ty się tak do niej nie szczerz, serio! :P
    Ja chcę dłuższe rozdziały..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będą dłuższe rozdziały..tylko cały ten tydzień pracuję i padam na klawiaturę dosłownie ;)

      Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Prawie miesiąc bez rozdziału? :c
    Masz super blogi, ten drugi tez przeczytałam a opowiadania na nim sa super. Koniecznie dodaj tutaj cos nowego i do siatkarzy też!
    Będę obserwować na bieżąco :))

    OdpowiedzUsuń