piątek, 9 maja 2014

Rozdział 1

#Gabriela 

Siedziałam na kanapie w wynajmowanym mieszkaniu w Zakopanym. Nie daleko do Kamila i Ewy, za sąsiada miałam Maćka Kota który w końcu postanowił wyprowadzić od rodziców i zamieszkać na swoim. Mama dzwoniła dwa razy dziennie pytać jak się czuję i czy czegoś mi nie trzeba. Od pogrzebu Artura minął już miesiąc a ona nadal panikuję jakbym miała sobie coś zrobić z jego powodu. Każdy powód dobry tylko nie on. Pracowałam sobie w domu, pomagałam układać Kruczkowi poszczególne ćwiczenia pod względem psychicznym skoczkom. Po kryjomu, żeby nie zapeszać szykowałam sobie zastępczą formę pracy kilka miesięcy po porodzie, nie chwaliłam się nikomu żeby nie zapeszyć. Zaczęłam się za nią rozglądać po tym jak prezes PZN poinformował mnie,że psycholog na stałe im niepotrzebny tylko czasami na konsultacje tak jak teraz. Ale,że mam a to jeszcze trochę czasu, bo aż do października za nim zaczną się treningi przed zimowym sezonem. Oglądam sobie kilkunasty raz ten sam odcinek Pamiętników Wampirów, zajadając się ogórkami kiszonymi.Nawet nie zauważyłam kiedy do mojego mieszkania i jak wszedł Kamil. Dopiero kiedy usiadł obok mnie.
-Okradną Cię kiedyś-całuje mnie jak to zawsze ma w zwyczaju w głowę.
-Jasne-mruknęłam wpatrując się w ekran laptopa-jak wszedłeś ?
-Było otwarte-zaśmiał się sięgając po orzeszki leżące na stole-jak się czujesz ?
-Dobrze a teraz cicho oglądamy-oparłam głowę o jego ramię. Choć on nie znosił tego serialu,chcąc nie chcąc musiał mi teraz towarzyszyć jeszcze przez 25 minut. Wiedziałam,że się nudził bo podrzucał sobie orzeszki i próbował je łapać w usta, co niekoniecznie mu wychodziło i większość lądowała na kanapie. Wziąć i zabić to mało. Żeby w końcu przestał, zastopowałam i odłożyłam laptop na bok.
-Nareszcie-zaśmiał się.
-Będziesz to sprzątał-wskazałam głową na orzechy-chcesz coś pić ?
-A mogę prosić herbatę ? Najlepiej tą Twoją karmelową.
Kiwnęłam głową na tak i skierowałam się do małej ale jasnej kuchni. Nastawiłam wodę w czajniku, i do dwóch kubków włożyłam piramidki Liptona. Herbaty waniliowo-karmelowej mu się zachciewa.
-Kamil możesz otworzyć ?-krzyknęłam słysząc dzwonek do drzwi, nie mogłam iść sama bo właśnie zagotował mi się woda i musiała zalać herbaty.
-Nie-usłyszałam stanowczy głos brata.
Wychyliłam głowę z kuchni mając idealny widok na drzwi wejściowe. Matka Artura cała czerwona stała i mordowała Kamyka wzrokiem.
-Co Pani chce ?-spytałam stając za plecami Kamila-nie mamy już o czym rozmawiać.
-Mój syn nie żyje, i to Twoja wina.
-Proszę ?-gdyby nie to,że Kamyk blokował mi drogę podeszłabym bliżej bo chyba się przesłyszałam.
-Chciałaś naciągnąć go na dziecko a teraz on przez Ciebie umarł.
-Proszę Pani, to nie wina mojej siostry,że Pani syn nadużywał alkoholu i innych środków odurzających, nawet to lepiej że dziecko nie będzie miało ojca. 
-Jak Pan śmie, mój Arturek był dobrym chłopcem, prawnikiem a Pan go bezczelnie obraża!
-Pani wie swoje ja wiem swoje, i prosiłbym żeby nie nachodziła już Pani mojej siostry, bo inaczej to rozegramy,żegnam-zamknął jej drzwi przed nosem i odwrócił się w moją stronę.
-Ej Gabryśka co jest ?-spytał widząc moją zbolałą minę, łzy w oczach oraz dłonie nerwowo masujące brzuch.
-Kamil ja chyba rodzę-coraz częstsze i silniejsze skurcze świadczyły o tym,że mój synek pcha się na świat o miesiąc za wcześnie.

#Gregor

Zimne,bezalkoholowe piwo, kolejne już partyjka Fify na PlayStation, idealny wieczór dwudziestosześcioletniego kawalera. Odkąd Sandra zostawiła mnie 3,5 roku temu w moim życiu nie pojawiła się żadna kobieta za wyjątkiem mojej uroczej trzyletniej córeczki. Z jej matką, Claudią nie utrzymuję żadnych bliższych kontaktów za wyjątkiem tych kiedy odbieram od niej Caroline w co drugi piątek miesiąca by spędzić z nią aż cały weekend i kiedy w poniedziałki zawożę ją z powrotem do Fulpmes. Moi rodzice mają do szczęście,że widują swoją wnuczkę częściej niż ja gdyż Claudia mieszka wraz nią dwa domy dalej wraz ze swoimi rodzicami. Ten wieczór miał wyglądać inaczej, miał wpaść Thomas, mieliśmy siedzieć we dwóch z piwkami ale okazało się,że Kristina musi gdzieś pilnie jechać i Morgi musi siedzieć w domu z córą.Tak więc zostałem pozostawiony sam sobie. Zawsze mogłem się ubrać i pojechać do Morgensterna jak to proponował ale nie chciałem przeszkadzać mu w czasie spędzanym z Lilly, też przez częste wyjazdy na zawody rzadko kiedy ją widuje.  Na pewno częściej niż Ty swoją. Zajęty grą nie zauważyłem nawet wibrującego na stoliku telefonu, dopiero za którymś razem odebrałem. Mama. 
-Synku,synku musisz szybko przyjechać-rozchisteryzowany głos mam dociera do mnie z opoźnieniem.
-Mama, spokojnie powiedz po co mam przyjechać do Fulpmes ?
-Gregor...synku, Claudia...ona miała wypadek-mama zaszlochała jeszcze głośniej w słuchawkę.
-Co z Caroline ?-bardziej martwiłem się o córkę niż o jej matkę-mamo!
-Claudia jechała sama,synu pośpiesz się.
-Spokojnie, spokojnie mamo, będę za półtorej godziny-rozłączyłem się i w biegu zgarnąłem z szafki portfel z dokumentami oraz kluczyki do auta.

Jak na złamanie karku jechałem do tego szpitala i dotarcie do niego zajęło mi mniej czasu niż się spodziewałem. Zaparkowałem auto przed szpitalem klinicznym, którego adresy wysłała mi Gloria, moja starsza siostra oraz najlepsza przyjaciółka matki mojej córki.Nie wiedząc na co mam się przygotować wszedłem do budynku a potem odszukałem oddział na którym znajdować powinna się Claudia. Dziewczyna z którą jeden jedyny raz spędziłem noc, po mocno zakrapianych urodzinach siostry. Sandra nie mogła się tam ze mną udać a ja po prostu dałem się uwieść starszej od siebie brunetce. Owocem naszej jednej nocy jest Caroline, moje oczko w głowie.
-Gloria, co się dzieje-od razu podszedłem do siostry która swoje czoło opierała o ścianę-Gloria, gdzie jest Caroline i co się dzieję z Claudią.
-Care jest z mamą...a ona...Jezu, Gregor-siostra zaszlochała i wtuliła się we mnie. Przejeżdżałem dłonią po jej plecach, mrucząc cicho,że wszystko będzie w porządku a ona dalej nie mogła się uspokoić,wręcz zanosiła się płaczem próbując unormować oddech.
-Gloria, spokojnie-pocałowałem ją we włosy-Gloria, wszystko będzie dobrze.
-Nie będzie Gregor-odsunęła się ode mnie i spojrzała tymi swoimi dużymi,zapłakanymi oczami, tak jak zawsze patrzyła kiedy stało się coś złego.
-Powiedz,że to nie jest to o czym myślę-przeniosłem swoje dłonie na jej chude ramiona.
-Właśnie to chcę powiedzieć, nie zdążyłeś Gregor...Claudia nie żyje. 


Matura z wosu napisana na ok. 50% so jest dobrze. Jeszcze tylko ustne i upragnione wakacje.
Przepraszam za jakiekolwiek błędy

3 komentarze:

  1. Oby wszystko dobrze się zakończyło u Gabrieli, oby dziecko urodziło się zdrowe, bo to w końcu miesiąc przed terminem i nic nie wiadomo.
    Claudia nie żyje.. trochę szkoda Gregora, lecz myślę, że nie przejął się tym tak jak powinien. W końcu była tylko matką jego córki i nic więcej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Co Ty wyprawiasz kochana?
    Po pierwsze - dwa porody w jednym tygodniu ... czy ty nie jesteś w ciąży przypadkiem? ;D
    Po drugie - dwa wypadki, dwa ŚMIERTELNE wypadki, w jednym opowiadaniu, w dodatku rozdział po rozdziale?
    Po trzecie - nie mam więcej pytań.
    Po czwarte - mam. Gdzie się wybierasz na studia? Albo w ogóle co zamierzasz robić?
    Po czwar ... piąte! - powodzenia na ustnych!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahah.
      Po pierwsze, nie jestem w ciąży, broń Boże ;D
      Po drugie: Od czegoś trzeba zacząć, dwa śmiertelne i ostatnie :)
      Po trzecie nie mam więcej odpowiedzi
      Po czwarte, nie mam sama pojęcia, mam zamiar uderzyć albo w dziennikarstwo albo w fizjoterapię, wos otwiera mi drogę do obydwóch swoją uniwersalnością
      Po piąte, nie dziękuję xx

      Usuń