sobota, 17 maja 2014

Rozdział 2

#Gabriela

Siedziałam na łóżku obserwując swojego czteromiesięcznego już synka. Jak na wcześniaka był bardzo dużym chłopcem i bardzo ruchliwym. Teraz na przykład próbował wepchnąć sobie piąstkę do buzi. Wieczorami spał bardzo ładnie tyle,że nie w swoim łóżeczku tylko u mnie.
-Co tam łobuziaku ?-odłożyłam laptop na stoliczek nocny-poszedł byś troszkę spać, wiesz ?
Obserwował mnie oczami wielkimi jak spodki. Jak na razie nie zauważyłam u niego cech po zmarłym ojcu, może odziedziczył po nim charakter, mam nadzieję że jednak nie. Kamil odwiedzał mnie codziennie, robił zakupy i pomagał zajmować się małym. Rodzice chcieli żebym po porodzie wprowadziła się do nich ale obiecałam sobie,że poradzę sobie sama i jak na razie wywiązuje się ze swojego postanowienia. Jest nam dobrze we dwójkę.
-Cześć-do mojej sypialni weszła moja jedyna szwagierka-mam klucze od Kamila.
-Wejdź kochana-uśmiechnęłam się do blondynki jednak ta nie odwzajemniła mojego uśmiechu. Usiadła na łóżku obok mnie i od razu zaczęła bawić się z Wiktorem.
-Ewa co jest ?
Blondynka pokręciła tylko głową i pociągnęła nosem. Wiedziałam,że coś się dzieję. Kamil również zachowywał się dziwnie ale nie wiedziałam,że chodzi o coś w ich małżeństwie. W ich idealnym małżeństwie.
-Ewuś, jak nie chcesz to nie mów.
-Pokłóciłam się z Kamilem.
Podniosłam się z łóżka i przeniosłam Wiktora do kołyski pod oknem, spał więc będę mogła spokojnie pogadać ze szwagierką.
-On cały czas mówi o Wiktorku, nie mam mu tego za złe, broń Boże.
-Jezu Ewuś błagam nie płacz.
-Nie mam mu tego za złe Gabi. To normalne,że chce zostać ojcem, ja też bym chciała być matką.
-Jeszcze będziecie rodzicami.
-Nie będziemy, lekarz wyraźnie powiedział,że nie ma szans żebym zaszła w ciążę.
Przytuliłam szwagierkę która kompletnie się rozkleił. Od dwóch lat starali się z Kamilem o dziecko, bezskutecznie. Próbowali nawet dwa razy metody In-vitro która nie przyniosła również skutków.
-Powiedziałam,ze dam mu rozwód.
-Co zrobiłaś ?-odunęłam ją od siebie.
-Jest pełno kobiet które dadzą mu to czego ja nie mogę.
-Ewa-zganiłam szwagierkę za jej szalony pomysł.
-Kamil powiedział,że pokochał mnie bez względu na to czy dam mu dziecko czy nie,że zawsze będzie mnie kochał.
-I bardzo dobrze zrobił! Jak mogłaś w ogóle mu zaproponować coś takiego, nie płacz proszę. Wszystko będzie dobrze. 
-Chyba potrzebowałam szczerej rozmowy-otarła oczy z łez-przyszłam w zupełnie innej sprawie.
-Zamieniam się kochana w słuch-uśmiechnęłam się do niej.
-Chce zrobić Wiktorkowi sesję zdjęciową i to nie byle jaką bo na moją wystawę i mam nadzieję,że się zgodzisz.
-A czy ja mogłabym Ci odmówić ?-zaśmiałam się-a teraz chodź, dopóki śpi napijemy się kawusi.

#Gregor

Oparty o framugę drzwi,obserwowałem śpiącą córkę. Pierwsza jej noc kiedy zasnęła bez płaczu.  Po raz pierwszy zasnęła, sama w swoim łóżeczku. Mogłem się domyślać,że jest w tym duża zasługa Kristiny i Lilly z którą Mała spędziła dziś prawie cały dzień na zabawie. Będę jakoś musiał podziękować blondynce za pomoc w opiece nad Caroline. Córka od czterech miesięcy pytała o mamę a ja nie miałem pojęcia jak jej to wszystko wytłumaczyć. Od razu po pogrzebie zabrałem ją do siebie a co weekend jest u nas moja mama oraz mama Claudii. Zgasiłem światło przy którym usnęła i wyszedłem z pokoju zostawiając otwarte na wszelki wypadek drzwi. Siedziałem przed telewizorem kiedy ktoś zapukał do drzwi.Odłożyłem kubek z herbatą na stolik i poszedłem sprawdzić komu się zebrało tej porze na odwiedziny.
-Sandra ?-zdziwiłem się lekko kiedy ujrzałem swoją byłą dziewczynę przed drzwiami.
-Witaj Gregor-nachyliła się i pocałował mnie w policzek-dzisiaj dopiero się dowiedziała, na prawdę mi przykro.
-Więc o to Ci chodzi.
-Możemy porozmawiać ?
Niechętnie wpuściłem ją do mieszkania i zaprosiłem do salonu. Zaproponowałem coś do picia ale odmówiła. I bardzo dobrze.
-Może mogę Ci w czymś pomóc ?
-Nie trzeba, radzę sobie świetnie sam.
-Gregor daj sobie pomóc-jej dłoń wylądowała na moim kolanie.
-Czego Ty chcesz Sandra ? Sama mnie zostawiłaś a teraz przychodzisz nie wiem po co-zrywam się z kanapy i podchodzę do okna.
-Myślałam,że jak się rozstaniemy to zachowasz się jak facet i stworzysz z Claudią rodzinę dla Małej.
-Zachowałem się jak facet, dałem dziecku nazwisko, płaciłem alimenty i co najważniejsze pokochałem ją.
-Gregor potrzebujesz kogoś kto pomoże Ci ją wychować.
-Nie Ty będziesz mi o tym mówiła Sandra, a teraz wyjdź. Nie mam czasu na miłość,jedyną kobietą w moim życiu jest w tym momencie moja córeczka.
Blondynka popatrzyła na mnie dziwnie, pokręciła głową ale spełniła moją prośbę.Wyszła cicho zamykając za sobą drzwi. Stałem i przez okno obserwowałem zapadające w sen miasto. Krople deszczu uderzały o parapet, na ulicach nie było nikogo.
-Tatuś-odwróciłem się gwałtownie słysząc płaczliwy głosik córki. Stała w drzwiach trzymając za uszy pluszaka, w jej oczkach lśniły łezki. Trzema krokami podszedłem do niej i wziąłem na ręce tuląc jej drobne ciałko do siebie.
-Jestem Kochanie, jestem.bujałem się w prawo i w lewo jakby miało to w czym pomóc.
-Plose ziośtań ze mniom-zapłakała bardziej a deszcz za oknem ucichł.
-Zostanę Kochanie.

#Gabriela

Razem z Ewą kończyłam przyrządzanie sałatki. Blondynka zdecydowała się zostać dziś u mnie na noc, nie chciała wracać do pustego, dużego domu.A mnie jej obecność bardzo odpowiadała, nie musiałam rozmawiać sama ze sobą.
-Matka Artura Ci się nie narzuca ?-Ewa układała brudne naczynia w zmywarce.
-Na całe szczęście nie, jasno postawiła sprawę-odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Do dziś pamiętam chwile kiedy poinformowałam ją i jej syna o tym,że jestem w ciąży. On jak wmurowany stał i się na mnie patrzył, a ona wydarła się,że próbuję wykorzystać jej syna i że, ten bachor nigdy nie będzie nosił jej nazwiska. I na tym pozostało.
-Artur wydawał się być takim w porządku chłopakiem, przecież i rodzice go lubili i Kamyk i dziewczyny, każdy.
Co prawda to prawda. Szkoda tylko,że matka miała na niego ogromny wpływ i Artur się stoczył i skończył tak a nie inaczej.
-Było minęło,teraz muszę się skupić by nie wychować Wiktora na wzór ojca-zaśmiałam się. Artur też wychowywał się bez ojca,który zmarł kiedy ten miał dwa latka.
-Znajdziesz kogoś kto pokocha Ciebie i Małego.
-Ewka,chyba sama nie wierzysz w to co mówisz-zaśmiałam się i upiłam łyk herbaty-pójdziesz otworzyć ? Ja mam brudne ręce.
Poprosiłam szwagierkę która spełniła moją prośbę. Umyłam dłonie i wyszłam na korytarz sprawdzić kto to, szkoda,że w połowie drogi zderzyłam się ze wściekłym Kamilem za którym podążał Maciej i Ewa.
-Miałeś być w Krakowie do jutra-przypomniałam sobie słowa szwagierki.
-Miałem-z jego oczu aż kipiała złość, nigdy nie był na mnie zły. Na wszystkich ale nie na mnie.
-Kochanie stało się coś ?-Ewa położyła dłonie na jego ramionach.
-Może Gabi nam powie co się stało ?
-Ja ?
-No chyba nie ja planuję wyjechać do pracy-przysięgam,że gdybym mogła zapadłabym się pod ziemię.
-Co ?-zdziwił się jednocześnie Maciej i Ewa.
-Gabrysia za miesiąc ma być w Austrii, będzie pracować z tamtejszymi skoczkami.

Kolejny. Pochwalę się, choć wiem,że to nie ładnie. Zdałam ustny polski na 100% i jestem z siebie cholernie dumna, angielski wcale nie gorzej bo 73% mogło być lepiej, ale jak na mnie to wyniki fantastyczny ;D

Pozdrawiam i zachęcam do komentowania xx 

piątek, 9 maja 2014

Rozdział 1

#Gabriela 

Siedziałam na kanapie w wynajmowanym mieszkaniu w Zakopanym. Nie daleko do Kamila i Ewy, za sąsiada miałam Maćka Kota który w końcu postanowił wyprowadzić od rodziców i zamieszkać na swoim. Mama dzwoniła dwa razy dziennie pytać jak się czuję i czy czegoś mi nie trzeba. Od pogrzebu Artura minął już miesiąc a ona nadal panikuję jakbym miała sobie coś zrobić z jego powodu. Każdy powód dobry tylko nie on. Pracowałam sobie w domu, pomagałam układać Kruczkowi poszczególne ćwiczenia pod względem psychicznym skoczkom. Po kryjomu, żeby nie zapeszać szykowałam sobie zastępczą formę pracy kilka miesięcy po porodzie, nie chwaliłam się nikomu żeby nie zapeszyć. Zaczęłam się za nią rozglądać po tym jak prezes PZN poinformował mnie,że psycholog na stałe im niepotrzebny tylko czasami na konsultacje tak jak teraz. Ale,że mam a to jeszcze trochę czasu, bo aż do października za nim zaczną się treningi przed zimowym sezonem. Oglądam sobie kilkunasty raz ten sam odcinek Pamiętników Wampirów, zajadając się ogórkami kiszonymi.Nawet nie zauważyłam kiedy do mojego mieszkania i jak wszedł Kamil. Dopiero kiedy usiadł obok mnie.
-Okradną Cię kiedyś-całuje mnie jak to zawsze ma w zwyczaju w głowę.
-Jasne-mruknęłam wpatrując się w ekran laptopa-jak wszedłeś ?
-Było otwarte-zaśmiał się sięgając po orzeszki leżące na stole-jak się czujesz ?
-Dobrze a teraz cicho oglądamy-oparłam głowę o jego ramię. Choć on nie znosił tego serialu,chcąc nie chcąc musiał mi teraz towarzyszyć jeszcze przez 25 minut. Wiedziałam,że się nudził bo podrzucał sobie orzeszki i próbował je łapać w usta, co niekoniecznie mu wychodziło i większość lądowała na kanapie. Wziąć i zabić to mało. Żeby w końcu przestał, zastopowałam i odłożyłam laptop na bok.
-Nareszcie-zaśmiał się.
-Będziesz to sprzątał-wskazałam głową na orzechy-chcesz coś pić ?
-A mogę prosić herbatę ? Najlepiej tą Twoją karmelową.
Kiwnęłam głową na tak i skierowałam się do małej ale jasnej kuchni. Nastawiłam wodę w czajniku, i do dwóch kubków włożyłam piramidki Liptona. Herbaty waniliowo-karmelowej mu się zachciewa.
-Kamil możesz otworzyć ?-krzyknęłam słysząc dzwonek do drzwi, nie mogłam iść sama bo właśnie zagotował mi się woda i musiała zalać herbaty.
-Nie-usłyszałam stanowczy głos brata.
Wychyliłam głowę z kuchni mając idealny widok na drzwi wejściowe. Matka Artura cała czerwona stała i mordowała Kamyka wzrokiem.
-Co Pani chce ?-spytałam stając za plecami Kamila-nie mamy już o czym rozmawiać.
-Mój syn nie żyje, i to Twoja wina.
-Proszę ?-gdyby nie to,że Kamyk blokował mi drogę podeszłabym bliżej bo chyba się przesłyszałam.
-Chciałaś naciągnąć go na dziecko a teraz on przez Ciebie umarł.
-Proszę Pani, to nie wina mojej siostry,że Pani syn nadużywał alkoholu i innych środków odurzających, nawet to lepiej że dziecko nie będzie miało ojca. 
-Jak Pan śmie, mój Arturek był dobrym chłopcem, prawnikiem a Pan go bezczelnie obraża!
-Pani wie swoje ja wiem swoje, i prosiłbym żeby nie nachodziła już Pani mojej siostry, bo inaczej to rozegramy,żegnam-zamknął jej drzwi przed nosem i odwrócił się w moją stronę.
-Ej Gabryśka co jest ?-spytał widząc moją zbolałą minę, łzy w oczach oraz dłonie nerwowo masujące brzuch.
-Kamil ja chyba rodzę-coraz częstsze i silniejsze skurcze świadczyły o tym,że mój synek pcha się na świat o miesiąc za wcześnie.

#Gregor

Zimne,bezalkoholowe piwo, kolejne już partyjka Fify na PlayStation, idealny wieczór dwudziestosześcioletniego kawalera. Odkąd Sandra zostawiła mnie 3,5 roku temu w moim życiu nie pojawiła się żadna kobieta za wyjątkiem mojej uroczej trzyletniej córeczki. Z jej matką, Claudią nie utrzymuję żadnych bliższych kontaktów za wyjątkiem tych kiedy odbieram od niej Caroline w co drugi piątek miesiąca by spędzić z nią aż cały weekend i kiedy w poniedziałki zawożę ją z powrotem do Fulpmes. Moi rodzice mają do szczęście,że widują swoją wnuczkę częściej niż ja gdyż Claudia mieszka wraz nią dwa domy dalej wraz ze swoimi rodzicami. Ten wieczór miał wyglądać inaczej, miał wpaść Thomas, mieliśmy siedzieć we dwóch z piwkami ale okazało się,że Kristina musi gdzieś pilnie jechać i Morgi musi siedzieć w domu z córą.Tak więc zostałem pozostawiony sam sobie. Zawsze mogłem się ubrać i pojechać do Morgensterna jak to proponował ale nie chciałem przeszkadzać mu w czasie spędzanym z Lilly, też przez częste wyjazdy na zawody rzadko kiedy ją widuje.  Na pewno częściej niż Ty swoją. Zajęty grą nie zauważyłem nawet wibrującego na stoliku telefonu, dopiero za którymś razem odebrałem. Mama. 
-Synku,synku musisz szybko przyjechać-rozchisteryzowany głos mam dociera do mnie z opoźnieniem.
-Mama, spokojnie powiedz po co mam przyjechać do Fulpmes ?
-Gregor...synku, Claudia...ona miała wypadek-mama zaszlochała jeszcze głośniej w słuchawkę.
-Co z Caroline ?-bardziej martwiłem się o córkę niż o jej matkę-mamo!
-Claudia jechała sama,synu pośpiesz się.
-Spokojnie, spokojnie mamo, będę za półtorej godziny-rozłączyłem się i w biegu zgarnąłem z szafki portfel z dokumentami oraz kluczyki do auta.

Jak na złamanie karku jechałem do tego szpitala i dotarcie do niego zajęło mi mniej czasu niż się spodziewałem. Zaparkowałem auto przed szpitalem klinicznym, którego adresy wysłała mi Gloria, moja starsza siostra oraz najlepsza przyjaciółka matki mojej córki.Nie wiedząc na co mam się przygotować wszedłem do budynku a potem odszukałem oddział na którym znajdować powinna się Claudia. Dziewczyna z którą jeden jedyny raz spędziłem noc, po mocno zakrapianych urodzinach siostry. Sandra nie mogła się tam ze mną udać a ja po prostu dałem się uwieść starszej od siebie brunetce. Owocem naszej jednej nocy jest Caroline, moje oczko w głowie.
-Gloria, co się dzieje-od razu podszedłem do siostry która swoje czoło opierała o ścianę-Gloria, gdzie jest Caroline i co się dzieję z Claudią.
-Care jest z mamą...a ona...Jezu, Gregor-siostra zaszlochała i wtuliła się we mnie. Przejeżdżałem dłonią po jej plecach, mrucząc cicho,że wszystko będzie w porządku a ona dalej nie mogła się uspokoić,wręcz zanosiła się płaczem próbując unormować oddech.
-Gloria, spokojnie-pocałowałem ją we włosy-Gloria, wszystko będzie dobrze.
-Nie będzie Gregor-odsunęła się ode mnie i spojrzała tymi swoimi dużymi,zapłakanymi oczami, tak jak zawsze patrzyła kiedy stało się coś złego.
-Powiedz,że to nie jest to o czym myślę-przeniosłem swoje dłonie na jej chude ramiona.
-Właśnie to chcę powiedzieć, nie zdążyłeś Gregor...Claudia nie żyje. 


Matura z wosu napisana na ok. 50% so jest dobrze. Jeszcze tylko ustne i upragnione wakacje.
Przepraszam za jakiekolwiek błędy

sobota, 3 maja 2014

Prolog

#1

-Artur naprawdę nie mam nastroju na kłótnie z Tobą-szepnęłam do telefonu chodząc po mieszkaniu.
-Ja Ci się nie każe z nikim kłócić-głos byłego partnera irytował mnie z minuty na minutę-chce po prosu z Tobą porozmawiać.
-Ostatnim razem Ty i twoja matka powiedzieliście wystarczająco dużo.
-Chyba mam prawo....
-Nie masz prawa, to tylko i wyłącznie moje dziecko-coraz bardziej zirytowana nie zauważyłam obecności brata oraz jego przyjaciela w swoim mieszkaniu.
-Gabryśka!
-Radziłabym Ci Artur skończyć z alkoholem na dziś-upomniałam go-pogadamy jak wytrzeźwiejesz.
-Gabi!
Nie odpowiedziałam bo się rozłączyła odkładając telefon na szafkę. Kamil ze Stefanem wygodnie rozsiedli się na mojej kanapie i popijali sok.
-Co tam Gabryś ?-Stefan zazwyczaj miał w zwyczaju tak właśnie do mnie mówić. Usiadłam między nim i Kamilem i oparłam głowę o ramię brata.
-Znów się nawalił i dzwoni przepraszać-jęknęłam łapiąc się za brzuch.
-Jak nie przestanie nękać Ciebie i dziecka to zrobię z nim porządek-Kamyk pocałował mnie w czubek głowy-co nie Stefan ?

#2

Siedziałam na kanapie i na prośbę trenera kadry A i wyjątkowo kadry B wypełniałam kart skoczków. Po rozmowie z każdym z nich musiałam zapisać swoje obserwacje dotyczące stanu ich psychiki. Była to też okazja by na chwilę zapomnieć o narzucającym się Arturze oraz jego chorej z zazdrości o synka mamusi. Mój malutki coraz częściej dawał o sobie znać. Siódmy miesiąc a maleństwu jak widać za bardzo się nudzi i już chce sobie popsocić.Od pracy oderwał mnie dzwoniący telefon, nie zerkając na dzwoniącego od razu odebrałam.
-Słucham ?
-Gabriela Stoch ?-dojrzały kobiecy głos po drugiej stronie.
-Tak.
-Dzwonię ze szpitala MSW w Krakowie, przywieziono do nas pana Artura Mroza i prosiłabym panią o jak najszybsze przybycie.
-Ale pan Artur ma matkę, nie rozumiem po co ja tam ?
-Zażyczył sobie żeby pani przyjechała i radziłabym się pośpieszyć.
Odetchnęłam głęboko i podziękowałam jej,informując że będę jak najszybciej. Musiałam zostawić to wszystko tak jak było i jak najszybciej znaleźć się w szpitalu. Kompletnie nie rozumiem co miało znaczyć to pośpieszyć się, i co w ogóle Artur robił w szpitalu. Jak najszybciej się dało znalazłam się na Kronikarza Galla i jakby się paliło i waliło znalazłam się w budynku szpitalu.
-Gdzie leży Artur Mróz ?-grzecznie podeszłam do pani w rejestracji zapytać.
-A pani to kto ?-spojrzała na mnie spod okularów.
-Narzeczona-skłamałam-Gabriela Stoch,ktoś od was do mnie dzwonił.
-Oddział Anestezjologi i Intensywnej Terapii.
Chryste Panie co on znów zrobił. Na nogach jak z waty kieruję się do winy która wiezie mnie na odpowiednie piętro. Na korytarzu nie ma nikogo,kogo mogłaby się spytać gdzie on jest. Odszukuję więc gabinet lekarski.
-Przepraszam bardzo chciałabym się dowiedzieć czegoś w sprawie Artura Mroza.
Zwracam się do jedynego lekarza przebywającego w pomieszczeniu, odruchowo łapiąc się jedną dłonią za brzuch.
-Gabriela Stoch ?-kiwam głową a on gestem ręki wskazuje mi krzesełko naprzeciwko siebie,wypełniam więc jego niemą prośbę i siadam-bardzo mi przykro ale pan Artur nie żyje.

#3

-Gabryś-Kamil staje koło mnie przed jego pomnikiem.Nie umiem za nim płakać. Nie po tym wszystkim co mi zrobił, co przez niego przeżyłam. Jedyne czego żałuję to to,że mój syn nie pozna nigdy swojego ojca. On sam bezmyślnie pozbawił go tej możliwości.
-Wsiadł po pijaku za kierownicę-zaśmiałam się panicznie-rozumiesz to ? Bo ja wcale.
-Gabi, on taki był.
-Głupi, najnormalniej w świecie był głupi i nie dojrzały.
-Kochasz go-Kamyk kładzie dłoń na moim ramieniu-dzięki niemu będziesz miała małego.
-Kochałam Kamil, i tylko za Wiktora mogę być mu wdzięczna,za nic innego.
-Czy w takim razie możemy jechać do domu ? Do Zakopanego ?
-W końcu nic nie trzyma mnie już w Krakowie-chwytam dłoń brata i oboje wychodzimy z cmentarza zostawiając moją przeszłość kilkanaście metrów pod ziemią.