#Gabriela
Godzina 10 rano, wracam z z zakupów oraz porannego spacerku z marudnym Wiktorem który chyba nie przyzwyczai się zbyt szybko do własnego łóżeczka oraz pokoiku. Na całe szczęście zasnął w wózku i teraz mam chwilę spokoju by odetchnąć świeżym powietrzem. Pod blokiem przy jednym z samochodów dostrzegłam swojego sąsiada który wczoraj mi pomógł i przyczepioną do jego nogi, małą dziewczynkę. Włosy miała zaplecione w coś co miało chyba być warkoczykami i ubrana była w czerwony płaszczyk i czarne lakierki. Gregor-mój sąsiad rozmawiał z kimś przez telefon i gestykulował przy tym bardzo szybo ręką.
-Heinz mnie zabije-usłyszałam jego zdenerwowany głos kiedy byłam bliżej jego pojazd-nie zdążę jej dowieźć do was by nie spóźnić się na trening, Thomas! Zobaczę co da się zrobić, grajcie na czas.
-Dzień dobry-uśmiechnęłam się lekko a mężczyzna się skrzywił ale mimo to odpowiedział-może mogę w czymś pomóc.
Dziewczynka odkleiła się od jego nogi i podeszła do wózka i wspięła się na palce by zajrzeć do środka.
-Nie wydaje mi się proszę pani.
-Gaby-wyciągnęłam w jego kierunku dłoń-proszę mi mówić Gaby.
-Gregor-lekko się uśmiechnął-Caroline nie budź dzidziusia.
-Spokojnie-pogładziłam dziewczynkę po włosach-jakiś masz problem Gregor ?
-Mam trening a opiekunka się spóźnia, już czwarty raz w tym miesiącu.
-Jedź-spojrzałam w jego brązowe oczy-Ty wczoraj pomogłeś mnie, ja dziś pomogę Tobie.
-Ić tatuś, ić-Caroline popchnęła go lekko w stronę auta-ja cem z dzidzim.
-Spadłaś mi z nieba Gaby!
Trzymając jedną dłonią wózek a drugą rączkę małej kopię Gregora patrzyłam jak ten odjeżdża spod bloku. Nigdy bym nie pomyślała,że ten Schliri który tyle w skocznym świecie zwojował ma małe dziecko, że w ogóle ma dziecko. Jedną dłonią trzymając wózek, a drugą dziewczynkę weszłam do klatki i tu zaczęły się przysłowiowe schody. Odetchnęłam głęboko dwa razy by zmotywować siebie do dania sobie rady, bo jak nie ja to kto ?
#Gregor
Mimo tego,że dystans pokonałem samochodem zdyszany z niego wysiadłem i wpadłem na siłownię gdzie odbyć miał się dzisiejszy trening. W duszy miałem nadzieję,że Thomas z chłopakami jakoś grali na czas a ja nie dostanę za ostrej reprymendy. Nie radzę sobie sam z dzieckiem i to lada moment odbije się na moich relacjach z córką oraz jej dziadkami którzy upomną się o wnuczkę jak tak dalej pójdzie.
-Dzwoniła do mnie Krisi i powiedziała,że nie przywiozłeś jeszcze Caro-pierwszy w szatni doskoczył do mnie Thomas-gdzie masz dziecko Gregor!
Thomas względem dzieci był bardzo uczulony.
-W domu-spokojnie odpowiedziałem rzucając torbę ze strojem pod swoją szafkę.
-Jak to w domu ?-Michael wrzasnął tak głośno,że zadzwoniło mi w uszach-samą w domu?
-Samą ?-dopiero teraz pojąłem za jak nieodpowiedzialnego mnie wzięli-została z sąsiadką.
-Przecież Ciebie sąsiedzi nie znoszę za te wszystkie nocne imprezy-zaśmiał się Thomas a ja w tym czasie przywołałem sobie Gaby oraz jej ciepły uśmiech.
-Jak widać nie wszyscy-mruknąłem i wyszedłem się odnotować u trenera.
#Gabriela
Siedziałam na kanapie w salonie i obserwowałam leżącego na kocyku Wiktora i Caroline. Trzylatka podsuwała małemu coraz to nowsze zabawki a on brał je niezdarnie swoimi małymi rączkami i wpychał do buzi.
-Caroline nie jesteś głodna ?-kucnęłam obok dzieci i pogładziłam włoski małej.
-Ce walkocyka-swoje oczy przeniosła na mnie a zirytowany brakiem zainteresowania koleżanki Wiktor rzuciła plastikowy samochodzik na panela.Usiadłam po turecku obok dziewczynki i rozwiązałam jej zadbane, długie włosy. Musiałam jednak na chwilę udać się do sypialni, by z toaletki zgarnąć szczotkę do włosów i dodatkowe wsuwki do włosów.
-Ile masz lat ?-delikatnie rozczesywałam włosy dziewczynki starając się jej nie szarpać za bardzo.
-Tsy-pokazała na palcach a Wikuś cicho się zaśmiał i sam zaczął leżąc na brzuszku zaczął bawić się swoimi paluszkami.Dalej w ciszy plotłam Małej dwa warkoczyki przypominając sobie jak to nade mną znęcały się w ten sposób starsze siostry. Potem już tylko za warkoczę ciągnął mnie Kamil.
-Śpi-Caroline wskazała rączką na śpiącego na kocu Wiktora-dzidzi śpi.
Skończyłam robić Małej dwa warkoczyki i podniosłam się by zanieść Wiktora do łóżeczka by nie spał na podłodze. Caroline jak się okazało pozbierała ładnie w tym czasie porozrzucane zabawki i usiadła spokojnie na kanapie.
-Chodź pójdziemy przygotować obiadek-wyciągnęłam do niej łapkę.Widać gołym okiem,że sąsiadka mnie polubiła tak samo jak Wiktora i to z wzajemnością.
-Co ugotujemy ?-spytałam pomagając jej usiąść na krzesełku.
-Śniki.
Wyjęłam więc z lodówki składniki potrzebne na naleśniki oraz potrzebny sprzęt kuchenny. Przygotowanie może zajęło nam długo a Mała ciągle się śmiała pomagając mi wyrobić ciasto. Starałam się nie przypalić placków co wychodziło mi idealnie a już piętnaście minut później przyglądałam się z uśmiechem jak Mała je naleśnika z Nutella i bananem. Schowałam brudne naczynia i patelnię do zmywarki i znów mogłam poświęcić czas córce Gregora. Odwróciłam się a dziewczynka spała z główką na stole. Pogłaskałam ją po główce a potem przeniosłam do swojej sypialni by spokojnie mogła sobie spać.
#Gregor
Na dworze robiło się już coraz ciemniej. Wracałem po treningu do domu wcześniej odwiedzając kwiaciarnię by kupić sąsiadce w podzięce kwiaty. Wiozłem więc na tylnym siedzeniu bukiet czerwonych róż oraz zestaw HappyMeal'a dla Caro a dla mnie i Gaby sałatki. Zaparkowałem na podziemnym parkingu i schodami skierowałem się na pierwsze piętro pod drzwi numer 4. Heinz poinformował nas,że w sztabie za dwa di pojawi się nowa osoba tylko nie chciał nic więcej zdradzić.Zapukałem z nadzieją,że nie będę musiał długo czekać aż kobieta otworzy mi drzwi, zza nich nie dobiegały żadne hałasy, czy płacz dzieci.W końcu usłyszałem upragnione skrzypnięcie a w drzwiach stanęła uśmiechnięta blondynka, ubrana w szare spodnie dresowe i biały sweterek opadający z jednego ramienia.
-Cześć-objęła mnie ramieniem-wejdź do salonu, tylko cicho.
-Cicho ?-postawiłem siatki z zakupami na komodzie w przedpokoju-proszę to dla Ciebie-wręczyłem jej bukiet który wybrać pomogła mi kwiaciarka.
-Dzieciaki śpią-zaśmiała się.
Pokiwałem z uznaniem głową i wszedłem za nią do salonu który był tak samo przestronny jak mój.
Obserwowałem każdy ruch Gaby który wykonywała z niebywałą gracją, nalała wody do wazonu i wsadziła do niego kwiatki stawiając na stoliku w kuchni.
-Napijesz się czegoś ? Może masz ochotę na naleśniki ?-spytała nadal pozostając w kuchni-twoja córka pomagała mi robić.
-To może skuszę się na jednego-uśmiechnąłem się, ciesząc się że po raz pierwszy od dłuższego czasu zapowiada mi się miło spędzony wieczór.
#Gabriela
Przyglądałam się jak sąsiad kończy jeść piątego naleśnika z kremem czekoladowym i bananami.
-Dziękuję-odłożył sztućce na talerz-było naprawdę smaczne.
-Masz zdolną córkę-uśmiechnęłam się.
-Będę się już z nią zbierał, rano muszę ją zawieźć do rodziców.
-Przyprowadź ją do mnie, tylko zabierz jej jakieś zabawki.
-Nie chce Ci robić problemu-Gregor uśmiechnął się niepewnie
-Ależ to będzie dla mnie czysta przyjemność
I nie wiem dlaczego odniosłam wrażenie, że znajomość ze skoczkiem może mieć wpływ na moje dalsze życie.
środa, 31 grudnia 2014
poniedziałek, 9 czerwca 2014
Rozdział 3
#Gabriela
Siedziałam na lotnisku patrząc na gaworzącego Wiktora w nosidełku. Pożegnałam się z każdym, prawie. Jedynie Kamil nie miał ochoty na jakiekolwiek rozmowy ze mną. Przy sobie miałam tylko bagaż podręczny, resztę najpotrzebniejszych rzeczy wywiozła firma transportowa do austriackiego mieszkania. Trzy pokoje, łazienka , kuchnia i balkon. Wszystko urządzone, umeblowane dokładnie tak jak chciałam. Od poniedziałku mogę zacząć pracę a teraz przez te cztery dni będę się musiała jakoś za klimatyzować. Muszę znaleźć nianię do synka,żeby mieć go na wszelki wypadek z kim zostawiać, ustalone miałam z prezesem,że przez jakiś czas będę mogła zabierać małego do związku bo i tak pewnie nie będzie przeszkadzał. Na pewno nie będzie bo Wiktor to przecież najspokojniejsze dziecko na świecie. Z Flughafen Innsbruck-Kranebitte odbierze mnie specjalnie podstawiony kierowca który zawiezie pod same drzwi chronionego osiedla. Chronione, bo nie chodzi już tylko o mnie tylko o Małego któremu muszę zapewnić bezpieczeństwo w każdym calu. Zbliżała się godzina odprawy więc powoli zaczęłam się zbierać. Przewiesiłam na ramieniu torbę i chwyciłam mocno nosidełko, zakupione zgodnie z zaleceniami lekarza z którym konsultowałam możliwość lotu z takim maleństwem. Według niego lepszy lot niż podróż samochodem która też przeszła mi przez głowę.
-Gabryśka!-odwróciłam głowę odruchowo słysząc swoje imię ale pewnie mi się wydawało.
-Gabrysia!
Nawoływanie się ponowiło i głos jakby znajomy. Wychyliłam bardziej do przodu głowę i ujrzałam chodzącego między krzesełkami Kamila. Mojego Kamyka.
-Kamil!
Postawiłam Małego w nosidełku na ziemi razem z torbą. Nie czekałam długo po brat od razu znalazł się koło mnie i zamknął w swoim mocnym uścisku.
-Tak się bałem,że się spóźniłem-przytulił mnie do siebie jeszcze mocniej-że wylecisz nadal na mnie zła.
-Nie jestem zła, braciszku.
-A powinnaś, przepraszam zachowałem się jak skończony idiota a ty masz prawo do podejmowania samodzielnie decyzji.
-Nie ważne już-zaśmiałam się odsuwając od niego-ważne,że znów będzie jak dawniej.
-Będę tęsknił, i błagam dbaj o siebie i Małego-pocałował mnie w czoło.
-Będę Kamyś, a wy pracujcie mi tu nad bratankiem albo siostrzeńcem-podniosłam nosidełko a Kamil pocałował w czółko również Wiktorka.
-Już nie musimy-lekko się uśmiechnął.
-Udało się ?
-Nie, ale mamy zamiar adoptować półtoraroczną dziewczynkę-łza zakręciła mi się w oku słysząc wyznanie brata.
-Kocham was Kamyś.
-Do zobaczenia, Gabryś!
#Gregor
Dobra, kompletnie sobie nie radzę i nie wiem co mam robić.Większość czasu ostatnio spędzałem z córką której chyba trochę się poprawiło jednak nie do końca. Teraz jednak nadszedł ten czas kiedy powoli muszę wracać do treningów i szykować się do letniego Grand Prix a znalezienie opiekunki w tym momencie graniczy z cudem bo na każdą Caroline reaguje płaczem a kandydatka ucieka. Jak tak dalej pójdzie będę wcześniej ściągnąć do siebie mamę albo siostrę.
-Gregor dobrze wiesz,że możesz ją zostawiać u mnie i Kris-Thomas kolejny raz starał się przekonać mnie do racji swoich i partnerki.
-Kristina i tak mi dużo pomaga, a poza tym ona i tak ma pod pieką waszą córkę, Thomas.
-Bo Twój mały aniołek zrobi różnicę, zresztą i tak zawsze jest z nią mama, a i sama Kris tego chce-nalegał jednak jego wypowiedź została przerwana przez stukot w mieszkaniu obok.
-Zastanowię się ale raczej nie, Thomas. Dzięki za dobre chęci.
-Przemyśl to sobie stary, nowi sąsiedzi ?
-Chyba rodzina, widziałem mebelki dziecięce-sięgnąłem po swoją szklankę.
-Eee myślałem,że jakaś studentka ewentualnie dwie-zaśmiał się blondyn a ja skwitowałem cichym idiota i wróciliśmy do dalszej rozmowy na temat nadchodzącego sezonu dopóki do Thomasa nie zadzwoniła Kristina przypominając o dzisiejszym szczepieniu Lilly na które musi je zawieźć.Odprowadziłem go więc do drzwi i pożegnałem. Już miałem je zamykać kiedy usłyszałem jakiś huk na parterze chyba, przestraszony,że ta łamaga coś znów sobie zrobiła zbiegłem na dół ale zamiast niego zastałem tam blondynkę która jedną ręką trzymała smoczek w buzi dziecka w nosidełku a drugą zbierała rzeczy które jej się wysypały. Pod nosem coś mówiła, ale nie w naszym języku.
-Pomogę-podbiegłem do kobiety oferując pomoc jak na dżentelmena przystało. Szybko jakoś powrzucałem do wszystko do torby i chwyciłem ją w dłonie.
-Dam sobie radę-czyli umie również płynnie po niemiecku.
-Które piętro ?-spytałem puszczając jej wtrącenie między uszami.
-Pierwsze-lekko się uśmiechnęła i uniosła nosidełko.
Wniosłem jej torbę i zaniosłem pod same drzwi.
-Nie mówiłam jaki numer-lekko się uśmiechnęła stawiając nosidełko ze śpiącym niemowlakiem.
-Ale to musiała być 4-no czy ona jeszcze mnie nie poznała po tym uśmiechu ?
-A to niby czemu ?-spytała przekręcając klucz.
-Bo ja mieszkam pod 3, droga Sąsiadko-zaśmiałem się.
-Aaa aha-zmieszała się otwierając drzwi-w takim razie dziękuję sąsiedzie za pomoc.
Nie usłyszała nawet mojego nie ma za co i może skończę się już tak szczerzyć bo jak jej mąż się o tym dowie to jak nic stracę zęby.
Tylko tyle dałam radę teraz z siebie wykrzesać ale to przejściowe.
W tym tygodniu raczej nie dam rady dodać kolejnego bo pracuję ale w przyszłym się spodziewajcie nowości u Gregora i Gabrysi :)
Siedziałam na lotnisku patrząc na gaworzącego Wiktora w nosidełku. Pożegnałam się z każdym, prawie. Jedynie Kamil nie miał ochoty na jakiekolwiek rozmowy ze mną. Przy sobie miałam tylko bagaż podręczny, resztę najpotrzebniejszych rzeczy wywiozła firma transportowa do austriackiego mieszkania. Trzy pokoje, łazienka , kuchnia i balkon. Wszystko urządzone, umeblowane dokładnie tak jak chciałam. Od poniedziałku mogę zacząć pracę a teraz przez te cztery dni będę się musiała jakoś za klimatyzować. Muszę znaleźć nianię do synka,żeby mieć go na wszelki wypadek z kim zostawiać, ustalone miałam z prezesem,że przez jakiś czas będę mogła zabierać małego do związku bo i tak pewnie nie będzie przeszkadzał. Na pewno nie będzie bo Wiktor to przecież najspokojniejsze dziecko na świecie. Z Flughafen Innsbruck-Kranebitte odbierze mnie specjalnie podstawiony kierowca który zawiezie pod same drzwi chronionego osiedla. Chronione, bo nie chodzi już tylko o mnie tylko o Małego któremu muszę zapewnić bezpieczeństwo w każdym calu. Zbliżała się godzina odprawy więc powoli zaczęłam się zbierać. Przewiesiłam na ramieniu torbę i chwyciłam mocno nosidełko, zakupione zgodnie z zaleceniami lekarza z którym konsultowałam możliwość lotu z takim maleństwem. Według niego lepszy lot niż podróż samochodem która też przeszła mi przez głowę.
-Gabryśka!-odwróciłam głowę odruchowo słysząc swoje imię ale pewnie mi się wydawało.
-Gabrysia!
Nawoływanie się ponowiło i głos jakby znajomy. Wychyliłam bardziej do przodu głowę i ujrzałam chodzącego między krzesełkami Kamila. Mojego Kamyka.
-Kamil!
Postawiłam Małego w nosidełku na ziemi razem z torbą. Nie czekałam długo po brat od razu znalazł się koło mnie i zamknął w swoim mocnym uścisku.
-Tak się bałem,że się spóźniłem-przytulił mnie do siebie jeszcze mocniej-że wylecisz nadal na mnie zła.
-Nie jestem zła, braciszku.
-A powinnaś, przepraszam zachowałem się jak skończony idiota a ty masz prawo do podejmowania samodzielnie decyzji.
-Nie ważne już-zaśmiałam się odsuwając od niego-ważne,że znów będzie jak dawniej.
-Będę tęsknił, i błagam dbaj o siebie i Małego-pocałował mnie w czoło.
-Będę Kamyś, a wy pracujcie mi tu nad bratankiem albo siostrzeńcem-podniosłam nosidełko a Kamil pocałował w czółko również Wiktorka.
-Już nie musimy-lekko się uśmiechnął.
-Udało się ?
-Nie, ale mamy zamiar adoptować półtoraroczną dziewczynkę-łza zakręciła mi się w oku słysząc wyznanie brata.
-Kocham was Kamyś.
-Do zobaczenia, Gabryś!
#Gregor
Dobra, kompletnie sobie nie radzę i nie wiem co mam robić.Większość czasu ostatnio spędzałem z córką której chyba trochę się poprawiło jednak nie do końca. Teraz jednak nadszedł ten czas kiedy powoli muszę wracać do treningów i szykować się do letniego Grand Prix a znalezienie opiekunki w tym momencie graniczy z cudem bo na każdą Caroline reaguje płaczem a kandydatka ucieka. Jak tak dalej pójdzie będę wcześniej ściągnąć do siebie mamę albo siostrę.
-Gregor dobrze wiesz,że możesz ją zostawiać u mnie i Kris-Thomas kolejny raz starał się przekonać mnie do racji swoich i partnerki.
-Kristina i tak mi dużo pomaga, a poza tym ona i tak ma pod pieką waszą córkę, Thomas.
-Bo Twój mały aniołek zrobi różnicę, zresztą i tak zawsze jest z nią mama, a i sama Kris tego chce-nalegał jednak jego wypowiedź została przerwana przez stukot w mieszkaniu obok.
-Zastanowię się ale raczej nie, Thomas. Dzięki za dobre chęci.
-Przemyśl to sobie stary, nowi sąsiedzi ?
-Chyba rodzina, widziałem mebelki dziecięce-sięgnąłem po swoją szklankę.
-Eee myślałem,że jakaś studentka ewentualnie dwie-zaśmiał się blondyn a ja skwitowałem cichym idiota i wróciliśmy do dalszej rozmowy na temat nadchodzącego sezonu dopóki do Thomasa nie zadzwoniła Kristina przypominając o dzisiejszym szczepieniu Lilly na które musi je zawieźć.Odprowadziłem go więc do drzwi i pożegnałem. Już miałem je zamykać kiedy usłyszałem jakiś huk na parterze chyba, przestraszony,że ta łamaga coś znów sobie zrobiła zbiegłem na dół ale zamiast niego zastałem tam blondynkę która jedną ręką trzymała smoczek w buzi dziecka w nosidełku a drugą zbierała rzeczy które jej się wysypały. Pod nosem coś mówiła, ale nie w naszym języku.
-Pomogę-podbiegłem do kobiety oferując pomoc jak na dżentelmena przystało. Szybko jakoś powrzucałem do wszystko do torby i chwyciłem ją w dłonie.
-Dam sobie radę-czyli umie również płynnie po niemiecku.
-Które piętro ?-spytałem puszczając jej wtrącenie między uszami.
-Pierwsze-lekko się uśmiechnęła i uniosła nosidełko.
Wniosłem jej torbę i zaniosłem pod same drzwi.
-Nie mówiłam jaki numer-lekko się uśmiechnęła stawiając nosidełko ze śpiącym niemowlakiem.
-Ale to musiała być 4-no czy ona jeszcze mnie nie poznała po tym uśmiechu ?
-A to niby czemu ?-spytała przekręcając klucz.
-Bo ja mieszkam pod 3, droga Sąsiadko-zaśmiałem się.
-Aaa aha-zmieszała się otwierając drzwi-w takim razie dziękuję sąsiedzie za pomoc.
Nie usłyszała nawet mojego nie ma za co i może skończę się już tak szczerzyć bo jak jej mąż się o tym dowie to jak nic stracę zęby.
Tylko tyle dałam radę teraz z siebie wykrzesać ale to przejściowe.
W tym tygodniu raczej nie dam rady dodać kolejnego bo pracuję ale w przyszłym się spodziewajcie nowości u Gregora i Gabrysi :)
sobota, 17 maja 2014
Rozdział 2
#Gabriela
Siedziałam na łóżku obserwując swojego czteromiesięcznego już synka. Jak na wcześniaka był bardzo dużym chłopcem i bardzo ruchliwym. Teraz na przykład próbował wepchnąć sobie piąstkę do buzi. Wieczorami spał bardzo ładnie tyle,że nie w swoim łóżeczku tylko u mnie.
-Co tam łobuziaku ?-odłożyłam laptop na stoliczek nocny-poszedł byś troszkę spać, wiesz ?
Obserwował mnie oczami wielkimi jak spodki. Jak na razie nie zauważyłam u niego cech po zmarłym ojcu, może odziedziczył po nim charakter, mam nadzieję że jednak nie. Kamil odwiedzał mnie codziennie, robił zakupy i pomagał zajmować się małym. Rodzice chcieli żebym po porodzie wprowadziła się do nich ale obiecałam sobie,że poradzę sobie sama i jak na razie wywiązuje się ze swojego postanowienia. Jest nam dobrze we dwójkę.
-Cześć-do mojej sypialni weszła moja jedyna szwagierka-mam klucze od Kamila.
-Wejdź kochana-uśmiechnęłam się do blondynki jednak ta nie odwzajemniła mojego uśmiechu. Usiadła na łóżku obok mnie i od razu zaczęła bawić się z Wiktorem.
-Ewa co jest ?
Blondynka pokręciła tylko głową i pociągnęła nosem. Wiedziałam,że coś się dzieję. Kamil również zachowywał się dziwnie ale nie wiedziałam,że chodzi o coś w ich małżeństwie. W ich idealnym małżeństwie.
-Ewuś, jak nie chcesz to nie mów.
-Pokłóciłam się z Kamilem.
Podniosłam się z łóżka i przeniosłam Wiktora do kołyski pod oknem, spał więc będę mogła spokojnie pogadać ze szwagierką.
-On cały czas mówi o Wiktorku, nie mam mu tego za złe, broń Boże.
-Jezu Ewuś błagam nie płacz.
-Nie mam mu tego za złe Gabi. To normalne,że chce zostać ojcem, ja też bym chciała być matką.
-Jeszcze będziecie rodzicami.
-Nie będziemy, lekarz wyraźnie powiedział,że nie ma szans żebym zaszła w ciążę.
Przytuliłam szwagierkę która kompletnie się rozkleił. Od dwóch lat starali się z Kamilem o dziecko, bezskutecznie. Próbowali nawet dwa razy metody In-vitro która nie przyniosła również skutków.
-Powiedziałam,ze dam mu rozwód.
-Co zrobiłaś ?-odunęłam ją od siebie.
-Jest pełno kobiet które dadzą mu to czego ja nie mogę.
-Ewa-zganiłam szwagierkę za jej szalony pomysł.
-Kamil powiedział,że pokochał mnie bez względu na to czy dam mu dziecko czy nie,że zawsze będzie mnie kochał.
-I bardzo dobrze zrobił! Jak mogłaś w ogóle mu zaproponować coś takiego, nie płacz proszę. Wszystko będzie dobrze.
-Chyba potrzebowałam szczerej rozmowy-otarła oczy z łez-przyszłam w zupełnie innej sprawie.
-Zamieniam się kochana w słuch-uśmiechnęłam się do niej.
-Chce zrobić Wiktorkowi sesję zdjęciową i to nie byle jaką bo na moją wystawę i mam nadzieję,że się zgodzisz.
-A czy ja mogłabym Ci odmówić ?-zaśmiałam się-a teraz chodź, dopóki śpi napijemy się kawusi.
#Gregor
Oparty o framugę drzwi,obserwowałem śpiącą córkę. Pierwsza jej noc kiedy zasnęła bez płaczu. Po raz pierwszy zasnęła, sama w swoim łóżeczku. Mogłem się domyślać,że jest w tym duża zasługa Kristiny i Lilly z którą Mała spędziła dziś prawie cały dzień na zabawie. Będę jakoś musiał podziękować blondynce za pomoc w opiece nad Caroline. Córka od czterech miesięcy pytała o mamę a ja nie miałem pojęcia jak jej to wszystko wytłumaczyć. Od razu po pogrzebie zabrałem ją do siebie a co weekend jest u nas moja mama oraz mama Claudii. Zgasiłem światło przy którym usnęła i wyszedłem z pokoju zostawiając otwarte na wszelki wypadek drzwi. Siedziałem przed telewizorem kiedy ktoś zapukał do drzwi.Odłożyłem kubek z herbatą na stolik i poszedłem sprawdzić komu się zebrało tej porze na odwiedziny.
-Sandra ?-zdziwiłem się lekko kiedy ujrzałem swoją byłą dziewczynę przed drzwiami.
-Witaj Gregor-nachyliła się i pocałował mnie w policzek-dzisiaj dopiero się dowiedziała, na prawdę mi przykro.
-Więc o to Ci chodzi.
-Możemy porozmawiać ?
Niechętnie wpuściłem ją do mieszkania i zaprosiłem do salonu. Zaproponowałem coś do picia ale odmówiła. I bardzo dobrze.
-Może mogę Ci w czymś pomóc ?
-Nie trzeba, radzę sobie świetnie sam.
-Gregor daj sobie pomóc-jej dłoń wylądowała na moim kolanie.
-Czego Ty chcesz Sandra ? Sama mnie zostawiłaś a teraz przychodzisz nie wiem po co-zrywam się z kanapy i podchodzę do okna.
-Myślałam,że jak się rozstaniemy to zachowasz się jak facet i stworzysz z Claudią rodzinę dla Małej.
-Zachowałem się jak facet, dałem dziecku nazwisko, płaciłem alimenty i co najważniejsze pokochałem ją.
-Gregor potrzebujesz kogoś kto pomoże Ci ją wychować.
-Nie Ty będziesz mi o tym mówiła Sandra, a teraz wyjdź. Nie mam czasu na miłość,jedyną kobietą w moim życiu jest w tym momencie moja córeczka.
Blondynka popatrzyła na mnie dziwnie, pokręciła głową ale spełniła moją prośbę.Wyszła cicho zamykając za sobą drzwi. Stałem i przez okno obserwowałem zapadające w sen miasto. Krople deszczu uderzały o parapet, na ulicach nie było nikogo.
-Tatuś-odwróciłem się gwałtownie słysząc płaczliwy głosik córki. Stała w drzwiach trzymając za uszy pluszaka, w jej oczkach lśniły łezki. Trzema krokami podszedłem do niej i wziąłem na ręce tuląc jej drobne ciałko do siebie.
-Jestem Kochanie, jestem.bujałem się w prawo i w lewo jakby miało to w czym pomóc.
-Plose ziośtań ze mniom-zapłakała bardziej a deszcz za oknem ucichł.
-Zostanę Kochanie.
#Gabriela
Razem z Ewą kończyłam przyrządzanie sałatki. Blondynka zdecydowała się zostać dziś u mnie na noc, nie chciała wracać do pustego, dużego domu.A mnie jej obecność bardzo odpowiadała, nie musiałam rozmawiać sama ze sobą.
-Matka Artura Ci się nie narzuca ?-Ewa układała brudne naczynia w zmywarce.
-Na całe szczęście nie, jasno postawiła sprawę-odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Do dziś pamiętam chwile kiedy poinformowałam ją i jej syna o tym,że jestem w ciąży. On jak wmurowany stał i się na mnie patrzył, a ona wydarła się,że próbuję wykorzystać jej syna i że, ten bachor nigdy nie będzie nosił jej nazwiska. I na tym pozostało.
-Artur wydawał się być takim w porządku chłopakiem, przecież i rodzice go lubili i Kamyk i dziewczyny, każdy.
Co prawda to prawda. Szkoda tylko,że matka miała na niego ogromny wpływ i Artur się stoczył i skończył tak a nie inaczej.
-Było minęło,teraz muszę się skupić by nie wychować Wiktora na wzór ojca-zaśmiałam się. Artur też wychowywał się bez ojca,który zmarł kiedy ten miał dwa latka.
-Znajdziesz kogoś kto pokocha Ciebie i Małego.
-Ewka,chyba sama nie wierzysz w to co mówisz-zaśmiałam się i upiłam łyk herbaty-pójdziesz otworzyć ? Ja mam brudne ręce.
Poprosiłam szwagierkę która spełniła moją prośbę. Umyłam dłonie i wyszłam na korytarz sprawdzić kto to, szkoda,że w połowie drogi zderzyłam się ze wściekłym Kamilem za którym podążał Maciej i Ewa.
-Miałeś być w Krakowie do jutra-przypomniałam sobie słowa szwagierki.
-Miałem-z jego oczu aż kipiała złość, nigdy nie był na mnie zły. Na wszystkich ale nie na mnie.
-Kochanie stało się coś ?-Ewa położyła dłonie na jego ramionach.
-Może Gabi nam powie co się stało ?
-Ja ?
-No chyba nie ja planuję wyjechać do pracy-przysięgam,że gdybym mogła zapadłabym się pod ziemię.
-Co ?-zdziwił się jednocześnie Maciej i Ewa.
-Gabrysia za miesiąc ma być w Austrii, będzie pracować z tamtejszymi skoczkami.
Kolejny. Pochwalę się, choć wiem,że to nie ładnie. Zdałam ustny polski na 100% i jestem z siebie cholernie dumna, angielski wcale nie gorzej bo 73% mogło być lepiej, ale jak na mnie to wyniki fantastyczny ;D
Pozdrawiam i zachęcam do komentowania xx
Siedziałam na łóżku obserwując swojego czteromiesięcznego już synka. Jak na wcześniaka był bardzo dużym chłopcem i bardzo ruchliwym. Teraz na przykład próbował wepchnąć sobie piąstkę do buzi. Wieczorami spał bardzo ładnie tyle,że nie w swoim łóżeczku tylko u mnie.
-Co tam łobuziaku ?-odłożyłam laptop na stoliczek nocny-poszedł byś troszkę spać, wiesz ?
Obserwował mnie oczami wielkimi jak spodki. Jak na razie nie zauważyłam u niego cech po zmarłym ojcu, może odziedziczył po nim charakter, mam nadzieję że jednak nie. Kamil odwiedzał mnie codziennie, robił zakupy i pomagał zajmować się małym. Rodzice chcieli żebym po porodzie wprowadziła się do nich ale obiecałam sobie,że poradzę sobie sama i jak na razie wywiązuje się ze swojego postanowienia. Jest nam dobrze we dwójkę.
-Cześć-do mojej sypialni weszła moja jedyna szwagierka-mam klucze od Kamila.
-Wejdź kochana-uśmiechnęłam się do blondynki jednak ta nie odwzajemniła mojego uśmiechu. Usiadła na łóżku obok mnie i od razu zaczęła bawić się z Wiktorem.
-Ewa co jest ?
Blondynka pokręciła tylko głową i pociągnęła nosem. Wiedziałam,że coś się dzieję. Kamil również zachowywał się dziwnie ale nie wiedziałam,że chodzi o coś w ich małżeństwie. W ich idealnym małżeństwie.
-Ewuś, jak nie chcesz to nie mów.
-Pokłóciłam się z Kamilem.
Podniosłam się z łóżka i przeniosłam Wiktora do kołyski pod oknem, spał więc będę mogła spokojnie pogadać ze szwagierką.
-On cały czas mówi o Wiktorku, nie mam mu tego za złe, broń Boże.
-Jezu Ewuś błagam nie płacz.
-Nie mam mu tego za złe Gabi. To normalne,że chce zostać ojcem, ja też bym chciała być matką.
-Jeszcze będziecie rodzicami.
-Nie będziemy, lekarz wyraźnie powiedział,że nie ma szans żebym zaszła w ciążę.
Przytuliłam szwagierkę która kompletnie się rozkleił. Od dwóch lat starali się z Kamilem o dziecko, bezskutecznie. Próbowali nawet dwa razy metody In-vitro która nie przyniosła również skutków.
-Powiedziałam,ze dam mu rozwód.
-Co zrobiłaś ?-odunęłam ją od siebie.
-Jest pełno kobiet które dadzą mu to czego ja nie mogę.
-Ewa-zganiłam szwagierkę za jej szalony pomysł.
-Kamil powiedział,że pokochał mnie bez względu na to czy dam mu dziecko czy nie,że zawsze będzie mnie kochał.
-I bardzo dobrze zrobił! Jak mogłaś w ogóle mu zaproponować coś takiego, nie płacz proszę. Wszystko będzie dobrze.
-Chyba potrzebowałam szczerej rozmowy-otarła oczy z łez-przyszłam w zupełnie innej sprawie.
-Zamieniam się kochana w słuch-uśmiechnęłam się do niej.
-Chce zrobić Wiktorkowi sesję zdjęciową i to nie byle jaką bo na moją wystawę i mam nadzieję,że się zgodzisz.
-A czy ja mogłabym Ci odmówić ?-zaśmiałam się-a teraz chodź, dopóki śpi napijemy się kawusi.
#Gregor
Oparty o framugę drzwi,obserwowałem śpiącą córkę. Pierwsza jej noc kiedy zasnęła bez płaczu. Po raz pierwszy zasnęła, sama w swoim łóżeczku. Mogłem się domyślać,że jest w tym duża zasługa Kristiny i Lilly z którą Mała spędziła dziś prawie cały dzień na zabawie. Będę jakoś musiał podziękować blondynce za pomoc w opiece nad Caroline. Córka od czterech miesięcy pytała o mamę a ja nie miałem pojęcia jak jej to wszystko wytłumaczyć. Od razu po pogrzebie zabrałem ją do siebie a co weekend jest u nas moja mama oraz mama Claudii. Zgasiłem światło przy którym usnęła i wyszedłem z pokoju zostawiając otwarte na wszelki wypadek drzwi. Siedziałem przed telewizorem kiedy ktoś zapukał do drzwi.Odłożyłem kubek z herbatą na stolik i poszedłem sprawdzić komu się zebrało tej porze na odwiedziny.
-Sandra ?-zdziwiłem się lekko kiedy ujrzałem swoją byłą dziewczynę przed drzwiami.
-Witaj Gregor-nachyliła się i pocałował mnie w policzek-dzisiaj dopiero się dowiedziała, na prawdę mi przykro.
-Więc o to Ci chodzi.
-Możemy porozmawiać ?
Niechętnie wpuściłem ją do mieszkania i zaprosiłem do salonu. Zaproponowałem coś do picia ale odmówiła. I bardzo dobrze.
-Może mogę Ci w czymś pomóc ?
-Nie trzeba, radzę sobie świetnie sam.
-Gregor daj sobie pomóc-jej dłoń wylądowała na moim kolanie.
-Czego Ty chcesz Sandra ? Sama mnie zostawiłaś a teraz przychodzisz nie wiem po co-zrywam się z kanapy i podchodzę do okna.
-Myślałam,że jak się rozstaniemy to zachowasz się jak facet i stworzysz z Claudią rodzinę dla Małej.
-Zachowałem się jak facet, dałem dziecku nazwisko, płaciłem alimenty i co najważniejsze pokochałem ją.
-Gregor potrzebujesz kogoś kto pomoże Ci ją wychować.
-Nie Ty będziesz mi o tym mówiła Sandra, a teraz wyjdź. Nie mam czasu na miłość,jedyną kobietą w moim życiu jest w tym momencie moja córeczka.
Blondynka popatrzyła na mnie dziwnie, pokręciła głową ale spełniła moją prośbę.Wyszła cicho zamykając za sobą drzwi. Stałem i przez okno obserwowałem zapadające w sen miasto. Krople deszczu uderzały o parapet, na ulicach nie było nikogo.
-Tatuś-odwróciłem się gwałtownie słysząc płaczliwy głosik córki. Stała w drzwiach trzymając za uszy pluszaka, w jej oczkach lśniły łezki. Trzema krokami podszedłem do niej i wziąłem na ręce tuląc jej drobne ciałko do siebie.
-Jestem Kochanie, jestem.bujałem się w prawo i w lewo jakby miało to w czym pomóc.
-Plose ziośtań ze mniom-zapłakała bardziej a deszcz za oknem ucichł.
-Zostanę Kochanie.
#Gabriela
Razem z Ewą kończyłam przyrządzanie sałatki. Blondynka zdecydowała się zostać dziś u mnie na noc, nie chciała wracać do pustego, dużego domu.A mnie jej obecność bardzo odpowiadała, nie musiałam rozmawiać sama ze sobą.
-Matka Artura Ci się nie narzuca ?-Ewa układała brudne naczynia w zmywarce.
-Na całe szczęście nie, jasno postawiła sprawę-odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Do dziś pamiętam chwile kiedy poinformowałam ją i jej syna o tym,że jestem w ciąży. On jak wmurowany stał i się na mnie patrzył, a ona wydarła się,że próbuję wykorzystać jej syna i że, ten bachor nigdy nie będzie nosił jej nazwiska. I na tym pozostało.
-Artur wydawał się być takim w porządku chłopakiem, przecież i rodzice go lubili i Kamyk i dziewczyny, każdy.
Co prawda to prawda. Szkoda tylko,że matka miała na niego ogromny wpływ i Artur się stoczył i skończył tak a nie inaczej.
-Było minęło,teraz muszę się skupić by nie wychować Wiktora na wzór ojca-zaśmiałam się. Artur też wychowywał się bez ojca,który zmarł kiedy ten miał dwa latka.
-Znajdziesz kogoś kto pokocha Ciebie i Małego.
-Ewka,chyba sama nie wierzysz w to co mówisz-zaśmiałam się i upiłam łyk herbaty-pójdziesz otworzyć ? Ja mam brudne ręce.
Poprosiłam szwagierkę która spełniła moją prośbę. Umyłam dłonie i wyszłam na korytarz sprawdzić kto to, szkoda,że w połowie drogi zderzyłam się ze wściekłym Kamilem za którym podążał Maciej i Ewa.
-Miałeś być w Krakowie do jutra-przypomniałam sobie słowa szwagierki.
-Miałem-z jego oczu aż kipiała złość, nigdy nie był na mnie zły. Na wszystkich ale nie na mnie.
-Kochanie stało się coś ?-Ewa położyła dłonie na jego ramionach.
-Może Gabi nam powie co się stało ?
-Ja ?
-No chyba nie ja planuję wyjechać do pracy-przysięgam,że gdybym mogła zapadłabym się pod ziemię.
-Co ?-zdziwił się jednocześnie Maciej i Ewa.
-Gabrysia za miesiąc ma być w Austrii, będzie pracować z tamtejszymi skoczkami.
Kolejny. Pochwalę się, choć wiem,że to nie ładnie. Zdałam ustny polski na 100% i jestem z siebie cholernie dumna, angielski wcale nie gorzej bo 73% mogło być lepiej, ale jak na mnie to wyniki fantastyczny ;D
Pozdrawiam i zachęcam do komentowania xx
piątek, 9 maja 2014
Rozdział 1
#Gabriela
Siedziałam na kanapie w wynajmowanym mieszkaniu w Zakopanym. Nie daleko do Kamila i Ewy, za sąsiada miałam Maćka Kota który w końcu postanowił wyprowadzić od rodziców i zamieszkać na swoim. Mama dzwoniła dwa razy dziennie pytać jak się czuję i czy czegoś mi nie trzeba. Od pogrzebu Artura minął już miesiąc a ona nadal panikuję jakbym miała sobie coś zrobić z jego powodu. Każdy powód dobry tylko nie on. Pracowałam sobie w domu, pomagałam układać Kruczkowi poszczególne ćwiczenia pod względem psychicznym skoczkom. Po kryjomu, żeby nie zapeszać szykowałam sobie zastępczą formę pracy kilka miesięcy po porodzie, nie chwaliłam się nikomu żeby nie zapeszyć. Zaczęłam się za nią rozglądać po tym jak prezes PZN poinformował mnie,że psycholog na stałe im niepotrzebny tylko czasami na konsultacje tak jak teraz. Ale,że mam a to jeszcze trochę czasu, bo aż do października za nim zaczną się treningi przed zimowym sezonem. Oglądam sobie kilkunasty raz ten sam odcinek Pamiętników Wampirów, zajadając się ogórkami kiszonymi.Nawet nie zauważyłam kiedy do mojego mieszkania i jak wszedł Kamil. Dopiero kiedy usiadł obok mnie.
-Okradną Cię kiedyś-całuje mnie jak to zawsze ma w zwyczaju w głowę.
-Jasne-mruknęłam wpatrując się w ekran laptopa-jak wszedłeś ?
-Było otwarte-zaśmiał się sięgając po orzeszki leżące na stole-jak się czujesz ?
-Dobrze a teraz cicho oglądamy-oparłam głowę o jego ramię. Choć on nie znosił tego serialu,chcąc nie chcąc musiał mi teraz towarzyszyć jeszcze przez 25 minut. Wiedziałam,że się nudził bo podrzucał sobie orzeszki i próbował je łapać w usta, co niekoniecznie mu wychodziło i większość lądowała na kanapie. Wziąć i zabić to mało. Żeby w końcu przestał, zastopowałam i odłożyłam laptop na bok.
-Nareszcie-zaśmiał się.
-Będziesz to sprzątał-wskazałam głową na orzechy-chcesz coś pić ?
-A mogę prosić herbatę ? Najlepiej tą Twoją karmelową.
Kiwnęłam głową na tak i skierowałam się do małej ale jasnej kuchni. Nastawiłam wodę w czajniku, i do dwóch kubków włożyłam piramidki Liptona. Herbaty waniliowo-karmelowej mu się zachciewa.
-Kamil możesz otworzyć ?-krzyknęłam słysząc dzwonek do drzwi, nie mogłam iść sama bo właśnie zagotował mi się woda i musiała zalać herbaty.
-Nie-usłyszałam stanowczy głos brata.
Wychyliłam głowę z kuchni mając idealny widok na drzwi wejściowe. Matka Artura cała czerwona stała i mordowała Kamyka wzrokiem.
-Co Pani chce ?-spytałam stając za plecami Kamila-nie mamy już o czym rozmawiać.
-Mój syn nie żyje, i to Twoja wina.
-Proszę ?-gdyby nie to,że Kamyk blokował mi drogę podeszłabym bliżej bo chyba się przesłyszałam.
-Chciałaś naciągnąć go na dziecko a teraz on przez Ciebie umarł.
-Proszę Pani, to nie wina mojej siostry,że Pani syn nadużywał alkoholu i innych środków odurzających, nawet to lepiej że dziecko nie będzie miało ojca.
-Jak Pan śmie, mój Arturek był dobrym chłopcem, prawnikiem a Pan go bezczelnie obraża!
-Pani wie swoje ja wiem swoje, i prosiłbym żeby nie nachodziła już Pani mojej siostry, bo inaczej to rozegramy,żegnam-zamknął jej drzwi przed nosem i odwrócił się w moją stronę.
-Ej Gabryśka co jest ?-spytał widząc moją zbolałą minę, łzy w oczach oraz dłonie nerwowo masujące brzuch.
-Kamil ja chyba rodzę-coraz częstsze i silniejsze skurcze świadczyły o tym,że mój synek pcha się na świat o miesiąc za wcześnie.
#Gregor
Zimne,bezalkoholowe piwo, kolejne już partyjka Fify na PlayStation, idealny wieczór dwudziestosześcioletniego kawalera. Odkąd Sandra zostawiła mnie 3,5 roku temu w moim życiu nie pojawiła się żadna kobieta za wyjątkiem mojej uroczej trzyletniej córeczki. Z jej matką, Claudią nie utrzymuję żadnych bliższych kontaktów za wyjątkiem tych kiedy odbieram od niej Caroline w co drugi piątek miesiąca by spędzić z nią aż cały weekend i kiedy w poniedziałki zawożę ją z powrotem do Fulpmes. Moi rodzice mają do szczęście,że widują swoją wnuczkę częściej niż ja gdyż Claudia mieszka wraz nią dwa domy dalej wraz ze swoimi rodzicami. Ten wieczór miał wyglądać inaczej, miał wpaść Thomas, mieliśmy siedzieć we dwóch z piwkami ale okazało się,że Kristina musi gdzieś pilnie jechać i Morgi musi siedzieć w domu z córą.Tak więc zostałem pozostawiony sam sobie. Zawsze mogłem się ubrać i pojechać do Morgensterna jak to proponował ale nie chciałem przeszkadzać mu w czasie spędzanym z Lilly, też przez częste wyjazdy na zawody rzadko kiedy ją widuje. Na pewno częściej niż Ty swoją. Zajęty grą nie zauważyłem nawet wibrującego na stoliku telefonu, dopiero za którymś razem odebrałem. Mama.
-Synku,synku musisz szybko przyjechać-rozchisteryzowany głos mam dociera do mnie z opoźnieniem.
-Mama, spokojnie powiedz po co mam przyjechać do Fulpmes ?
-Gregor...synku, Claudia...ona miała wypadek-mama zaszlochała jeszcze głośniej w słuchawkę.
-Co z Caroline ?-bardziej martwiłem się o córkę niż o jej matkę-mamo!
-Claudia jechała sama,synu pośpiesz się.
-Spokojnie, spokojnie mamo, będę za półtorej godziny-rozłączyłem się i w biegu zgarnąłem z szafki portfel z dokumentami oraz kluczyki do auta.
Jak na złamanie karku jechałem do tego szpitala i dotarcie do niego zajęło mi mniej czasu niż się spodziewałem. Zaparkowałem auto przed szpitalem klinicznym, którego adresy wysłała mi Gloria, moja starsza siostra oraz najlepsza przyjaciółka matki mojej córki.Nie wiedząc na co mam się przygotować wszedłem do budynku a potem odszukałem oddział na którym znajdować powinna się Claudia. Dziewczyna z którą jeden jedyny raz spędziłem noc, po mocno zakrapianych urodzinach siostry. Sandra nie mogła się tam ze mną udać a ja po prostu dałem się uwieść starszej od siebie brunetce. Owocem naszej jednej nocy jest Caroline, moje oczko w głowie.
-Gloria, co się dzieje-od razu podszedłem do siostry która swoje czoło opierała o ścianę-Gloria, gdzie jest Caroline i co się dzieję z Claudią.
-Care jest z mamą...a ona...Jezu, Gregor-siostra zaszlochała i wtuliła się we mnie. Przejeżdżałem dłonią po jej plecach, mrucząc cicho,że wszystko będzie w porządku a ona dalej nie mogła się uspokoić,wręcz zanosiła się płaczem próbując unormować oddech.
-Gloria, spokojnie-pocałowałem ją we włosy-Gloria, wszystko będzie dobrze.
-Nie będzie Gregor-odsunęła się ode mnie i spojrzała tymi swoimi dużymi,zapłakanymi oczami, tak jak zawsze patrzyła kiedy stało się coś złego.
-Powiedz,że to nie jest to o czym myślę-przeniosłem swoje dłonie na jej chude ramiona.
-Właśnie to chcę powiedzieć, nie zdążyłeś Gregor...Claudia nie żyje.
Matura z wosu napisana na ok. 50% so jest dobrze. Jeszcze tylko ustne i upragnione wakacje.
Przepraszam za jakiekolwiek błędy
Siedziałam na kanapie w wynajmowanym mieszkaniu w Zakopanym. Nie daleko do Kamila i Ewy, za sąsiada miałam Maćka Kota który w końcu postanowił wyprowadzić od rodziców i zamieszkać na swoim. Mama dzwoniła dwa razy dziennie pytać jak się czuję i czy czegoś mi nie trzeba. Od pogrzebu Artura minął już miesiąc a ona nadal panikuję jakbym miała sobie coś zrobić z jego powodu. Każdy powód dobry tylko nie on. Pracowałam sobie w domu, pomagałam układać Kruczkowi poszczególne ćwiczenia pod względem psychicznym skoczkom. Po kryjomu, żeby nie zapeszać szykowałam sobie zastępczą formę pracy kilka miesięcy po porodzie, nie chwaliłam się nikomu żeby nie zapeszyć. Zaczęłam się za nią rozglądać po tym jak prezes PZN poinformował mnie,że psycholog na stałe im niepotrzebny tylko czasami na konsultacje tak jak teraz. Ale,że mam a to jeszcze trochę czasu, bo aż do października za nim zaczną się treningi przed zimowym sezonem. Oglądam sobie kilkunasty raz ten sam odcinek Pamiętników Wampirów, zajadając się ogórkami kiszonymi.Nawet nie zauważyłam kiedy do mojego mieszkania i jak wszedł Kamil. Dopiero kiedy usiadł obok mnie.
-Okradną Cię kiedyś-całuje mnie jak to zawsze ma w zwyczaju w głowę.
-Jasne-mruknęłam wpatrując się w ekran laptopa-jak wszedłeś ?
-Było otwarte-zaśmiał się sięgając po orzeszki leżące na stole-jak się czujesz ?
-Dobrze a teraz cicho oglądamy-oparłam głowę o jego ramię. Choć on nie znosił tego serialu,chcąc nie chcąc musiał mi teraz towarzyszyć jeszcze przez 25 minut. Wiedziałam,że się nudził bo podrzucał sobie orzeszki i próbował je łapać w usta, co niekoniecznie mu wychodziło i większość lądowała na kanapie. Wziąć i zabić to mało. Żeby w końcu przestał, zastopowałam i odłożyłam laptop na bok.
-Nareszcie-zaśmiał się.
-Będziesz to sprzątał-wskazałam głową na orzechy-chcesz coś pić ?
-A mogę prosić herbatę ? Najlepiej tą Twoją karmelową.
Kiwnęłam głową na tak i skierowałam się do małej ale jasnej kuchni. Nastawiłam wodę w czajniku, i do dwóch kubków włożyłam piramidki Liptona. Herbaty waniliowo-karmelowej mu się zachciewa.
-Kamil możesz otworzyć ?-krzyknęłam słysząc dzwonek do drzwi, nie mogłam iść sama bo właśnie zagotował mi się woda i musiała zalać herbaty.
-Nie-usłyszałam stanowczy głos brata.
Wychyliłam głowę z kuchni mając idealny widok na drzwi wejściowe. Matka Artura cała czerwona stała i mordowała Kamyka wzrokiem.
-Co Pani chce ?-spytałam stając za plecami Kamila-nie mamy już o czym rozmawiać.
-Mój syn nie żyje, i to Twoja wina.
-Proszę ?-gdyby nie to,że Kamyk blokował mi drogę podeszłabym bliżej bo chyba się przesłyszałam.
-Chciałaś naciągnąć go na dziecko a teraz on przez Ciebie umarł.
-Proszę Pani, to nie wina mojej siostry,że Pani syn nadużywał alkoholu i innych środków odurzających, nawet to lepiej że dziecko nie będzie miało ojca.
-Jak Pan śmie, mój Arturek był dobrym chłopcem, prawnikiem a Pan go bezczelnie obraża!
-Pani wie swoje ja wiem swoje, i prosiłbym żeby nie nachodziła już Pani mojej siostry, bo inaczej to rozegramy,żegnam-zamknął jej drzwi przed nosem i odwrócił się w moją stronę.
-Ej Gabryśka co jest ?-spytał widząc moją zbolałą minę, łzy w oczach oraz dłonie nerwowo masujące brzuch.
-Kamil ja chyba rodzę-coraz częstsze i silniejsze skurcze świadczyły o tym,że mój synek pcha się na świat o miesiąc za wcześnie.
#Gregor
Zimne,bezalkoholowe piwo, kolejne już partyjka Fify na PlayStation, idealny wieczór dwudziestosześcioletniego kawalera. Odkąd Sandra zostawiła mnie 3,5 roku temu w moim życiu nie pojawiła się żadna kobieta za wyjątkiem mojej uroczej trzyletniej córeczki. Z jej matką, Claudią nie utrzymuję żadnych bliższych kontaktów za wyjątkiem tych kiedy odbieram od niej Caroline w co drugi piątek miesiąca by spędzić z nią aż cały weekend i kiedy w poniedziałki zawożę ją z powrotem do Fulpmes. Moi rodzice mają do szczęście,że widują swoją wnuczkę częściej niż ja gdyż Claudia mieszka wraz nią dwa domy dalej wraz ze swoimi rodzicami. Ten wieczór miał wyglądać inaczej, miał wpaść Thomas, mieliśmy siedzieć we dwóch z piwkami ale okazało się,że Kristina musi gdzieś pilnie jechać i Morgi musi siedzieć w domu z córą.Tak więc zostałem pozostawiony sam sobie. Zawsze mogłem się ubrać i pojechać do Morgensterna jak to proponował ale nie chciałem przeszkadzać mu w czasie spędzanym z Lilly, też przez częste wyjazdy na zawody rzadko kiedy ją widuje. Na pewno częściej niż Ty swoją. Zajęty grą nie zauważyłem nawet wibrującego na stoliku telefonu, dopiero za którymś razem odebrałem. Mama.
-Synku,synku musisz szybko przyjechać-rozchisteryzowany głos mam dociera do mnie z opoźnieniem.
-Mama, spokojnie powiedz po co mam przyjechać do Fulpmes ?
-Gregor...synku, Claudia...ona miała wypadek-mama zaszlochała jeszcze głośniej w słuchawkę.
-Co z Caroline ?-bardziej martwiłem się o córkę niż o jej matkę-mamo!
-Claudia jechała sama,synu pośpiesz się.
-Spokojnie, spokojnie mamo, będę za półtorej godziny-rozłączyłem się i w biegu zgarnąłem z szafki portfel z dokumentami oraz kluczyki do auta.
Jak na złamanie karku jechałem do tego szpitala i dotarcie do niego zajęło mi mniej czasu niż się spodziewałem. Zaparkowałem auto przed szpitalem klinicznym, którego adresy wysłała mi Gloria, moja starsza siostra oraz najlepsza przyjaciółka matki mojej córki.Nie wiedząc na co mam się przygotować wszedłem do budynku a potem odszukałem oddział na którym znajdować powinna się Claudia. Dziewczyna z którą jeden jedyny raz spędziłem noc, po mocno zakrapianych urodzinach siostry. Sandra nie mogła się tam ze mną udać a ja po prostu dałem się uwieść starszej od siebie brunetce. Owocem naszej jednej nocy jest Caroline, moje oczko w głowie.
-Gloria, co się dzieje-od razu podszedłem do siostry która swoje czoło opierała o ścianę-Gloria, gdzie jest Caroline i co się dzieję z Claudią.
-Care jest z mamą...a ona...Jezu, Gregor-siostra zaszlochała i wtuliła się we mnie. Przejeżdżałem dłonią po jej plecach, mrucząc cicho,że wszystko będzie w porządku a ona dalej nie mogła się uspokoić,wręcz zanosiła się płaczem próbując unormować oddech.
-Gloria, spokojnie-pocałowałem ją we włosy-Gloria, wszystko będzie dobrze.
-Nie będzie Gregor-odsunęła się ode mnie i spojrzała tymi swoimi dużymi,zapłakanymi oczami, tak jak zawsze patrzyła kiedy stało się coś złego.
-Powiedz,że to nie jest to o czym myślę-przeniosłem swoje dłonie na jej chude ramiona.
-Właśnie to chcę powiedzieć, nie zdążyłeś Gregor...Claudia nie żyje.
Matura z wosu napisana na ok. 50% so jest dobrze. Jeszcze tylko ustne i upragnione wakacje.
Przepraszam za jakiekolwiek błędy
sobota, 3 maja 2014
Prolog
#1
-Artur naprawdę nie mam nastroju na kłótnie z Tobą-szepnęłam do telefonu chodząc po mieszkaniu.
-Ja Ci się nie każe z nikim kłócić-głos byłego partnera irytował mnie z minuty na minutę-chce po prosu z Tobą porozmawiać.
-Ostatnim razem Ty i twoja matka powiedzieliście wystarczająco dużo.
-Chyba mam prawo....
-Nie masz prawa, to tylko i wyłącznie moje dziecko-coraz bardziej zirytowana nie zauważyłam obecności brata oraz jego przyjaciela w swoim mieszkaniu.
-Gabryśka!
-Radziłabym Ci Artur skończyć z alkoholem na dziś-upomniałam go-pogadamy jak wytrzeźwiejesz.
-Gabi!
Nie odpowiedziałam bo się rozłączyła odkładając telefon na szafkę. Kamil ze Stefanem wygodnie rozsiedli się na mojej kanapie i popijali sok.
-Co tam Gabryś ?-Stefan zazwyczaj miał w zwyczaju tak właśnie do mnie mówić. Usiadłam między nim i Kamilem i oparłam głowę o ramię brata.
-Znów się nawalił i dzwoni przepraszać-jęknęłam łapiąc się za brzuch.
-Jak nie przestanie nękać Ciebie i dziecka to zrobię z nim porządek-Kamyk pocałował mnie w czubek głowy-co nie Stefan ?
#2
Siedziałam na kanapie i na prośbę trenera kadry A i wyjątkowo kadry B wypełniałam kart skoczków. Po rozmowie z każdym z nich musiałam zapisać swoje obserwacje dotyczące stanu ich psychiki. Była to też okazja by na chwilę zapomnieć o narzucającym się Arturze oraz jego chorej z zazdrości o synka mamusi. Mój malutki coraz częściej dawał o sobie znać. Siódmy miesiąc a maleństwu jak widać za bardzo się nudzi i już chce sobie popsocić.Od pracy oderwał mnie dzwoniący telefon, nie zerkając na dzwoniącego od razu odebrałam.
-Słucham ?
-Gabriela Stoch ?-dojrzały kobiecy głos po drugiej stronie.
-Tak.
-Dzwonię ze szpitala MSW w Krakowie, przywieziono do nas pana Artura Mroza i prosiłabym panią o jak najszybsze przybycie.
-Ale pan Artur ma matkę, nie rozumiem po co ja tam ?
-Zażyczył sobie żeby pani przyjechała i radziłabym się pośpieszyć.
Odetchnęłam głęboko i podziękowałam jej,informując że będę jak najszybciej. Musiałam zostawić to wszystko tak jak było i jak najszybciej znaleźć się w szpitalu. Kompletnie nie rozumiem co miało znaczyć to pośpieszyć się, i co w ogóle Artur robił w szpitalu. Jak najszybciej się dało znalazłam się na Kronikarza Galla i jakby się paliło i waliło znalazłam się w budynku szpitalu.
-Gdzie leży Artur Mróz ?-grzecznie podeszłam do pani w rejestracji zapytać.
-A pani to kto ?-spojrzała na mnie spod okularów.
-Narzeczona-skłamałam-Gabriela Stoch,ktoś od was do mnie dzwonił.
-Oddział Anestezjologi i Intensywnej Terapii.
Chryste Panie co on znów zrobił. Na nogach jak z waty kieruję się do winy która wiezie mnie na odpowiednie piętro. Na korytarzu nie ma nikogo,kogo mogłaby się spytać gdzie on jest. Odszukuję więc gabinet lekarski.
-Przepraszam bardzo chciałabym się dowiedzieć czegoś w sprawie Artura Mroza.
Zwracam się do jedynego lekarza przebywającego w pomieszczeniu, odruchowo łapiąc się jedną dłonią za brzuch.
-Gabriela Stoch ?-kiwam głową a on gestem ręki wskazuje mi krzesełko naprzeciwko siebie,wypełniam więc jego niemą prośbę i siadam-bardzo mi przykro ale pan Artur nie żyje.
#3
-Gabryś-Kamil staje koło mnie przed jego pomnikiem.Nie umiem za nim płakać. Nie po tym wszystkim co mi zrobił, co przez niego przeżyłam. Jedyne czego żałuję to to,że mój syn nie pozna nigdy swojego ojca. On sam bezmyślnie pozbawił go tej możliwości.
-Wsiadł po pijaku za kierownicę-zaśmiałam się panicznie-rozumiesz to ? Bo ja wcale.
-Gabi, on taki był.
-Głupi, najnormalniej w świecie był głupi i nie dojrzały.
-Kochasz go-Kamyk kładzie dłoń na moim ramieniu-dzięki niemu będziesz miała małego.
-Kochałam Kamil, i tylko za Wiktora mogę być mu wdzięczna,za nic innego.
-Czy w takim razie możemy jechać do domu ? Do Zakopanego ?
-W końcu nic nie trzyma mnie już w Krakowie-chwytam dłoń brata i oboje wychodzimy z cmentarza zostawiając moją przeszłość kilkanaście metrów pod ziemią.
-Artur naprawdę nie mam nastroju na kłótnie z Tobą-szepnęłam do telefonu chodząc po mieszkaniu.
-Ja Ci się nie każe z nikim kłócić-głos byłego partnera irytował mnie z minuty na minutę-chce po prosu z Tobą porozmawiać.
-Ostatnim razem Ty i twoja matka powiedzieliście wystarczająco dużo.
-Chyba mam prawo....
-Nie masz prawa, to tylko i wyłącznie moje dziecko-coraz bardziej zirytowana nie zauważyłam obecności brata oraz jego przyjaciela w swoim mieszkaniu.
-Gabryśka!
-Radziłabym Ci Artur skończyć z alkoholem na dziś-upomniałam go-pogadamy jak wytrzeźwiejesz.
-Gabi!
Nie odpowiedziałam bo się rozłączyła odkładając telefon na szafkę. Kamil ze Stefanem wygodnie rozsiedli się na mojej kanapie i popijali sok.
-Co tam Gabryś ?-Stefan zazwyczaj miał w zwyczaju tak właśnie do mnie mówić. Usiadłam między nim i Kamilem i oparłam głowę o ramię brata.
-Znów się nawalił i dzwoni przepraszać-jęknęłam łapiąc się za brzuch.
-Jak nie przestanie nękać Ciebie i dziecka to zrobię z nim porządek-Kamyk pocałował mnie w czubek głowy-co nie Stefan ?
#2
Siedziałam na kanapie i na prośbę trenera kadry A i wyjątkowo kadry B wypełniałam kart skoczków. Po rozmowie z każdym z nich musiałam zapisać swoje obserwacje dotyczące stanu ich psychiki. Była to też okazja by na chwilę zapomnieć o narzucającym się Arturze oraz jego chorej z zazdrości o synka mamusi. Mój malutki coraz częściej dawał o sobie znać. Siódmy miesiąc a maleństwu jak widać za bardzo się nudzi i już chce sobie popsocić.Od pracy oderwał mnie dzwoniący telefon, nie zerkając na dzwoniącego od razu odebrałam.
-Słucham ?
-Gabriela Stoch ?-dojrzały kobiecy głos po drugiej stronie.
-Tak.
-Dzwonię ze szpitala MSW w Krakowie, przywieziono do nas pana Artura Mroza i prosiłabym panią o jak najszybsze przybycie.
-Ale pan Artur ma matkę, nie rozumiem po co ja tam ?
-Zażyczył sobie żeby pani przyjechała i radziłabym się pośpieszyć.
Odetchnęłam głęboko i podziękowałam jej,informując że będę jak najszybciej. Musiałam zostawić to wszystko tak jak było i jak najszybciej znaleźć się w szpitalu. Kompletnie nie rozumiem co miało znaczyć to pośpieszyć się, i co w ogóle Artur robił w szpitalu. Jak najszybciej się dało znalazłam się na Kronikarza Galla i jakby się paliło i waliło znalazłam się w budynku szpitalu.
-Gdzie leży Artur Mróz ?-grzecznie podeszłam do pani w rejestracji zapytać.
-A pani to kto ?-spojrzała na mnie spod okularów.
-Narzeczona-skłamałam-Gabriela Stoch,ktoś od was do mnie dzwonił.
-Oddział Anestezjologi i Intensywnej Terapii.
Chryste Panie co on znów zrobił. Na nogach jak z waty kieruję się do winy która wiezie mnie na odpowiednie piętro. Na korytarzu nie ma nikogo,kogo mogłaby się spytać gdzie on jest. Odszukuję więc gabinet lekarski.
-Przepraszam bardzo chciałabym się dowiedzieć czegoś w sprawie Artura Mroza.
Zwracam się do jedynego lekarza przebywającego w pomieszczeniu, odruchowo łapiąc się jedną dłonią za brzuch.
-Gabriela Stoch ?-kiwam głową a on gestem ręki wskazuje mi krzesełko naprzeciwko siebie,wypełniam więc jego niemą prośbę i siadam-bardzo mi przykro ale pan Artur nie żyje.
#3
-Gabryś-Kamil staje koło mnie przed jego pomnikiem.Nie umiem za nim płakać. Nie po tym wszystkim co mi zrobił, co przez niego przeżyłam. Jedyne czego żałuję to to,że mój syn nie pozna nigdy swojego ojca. On sam bezmyślnie pozbawił go tej możliwości.
-Wsiadł po pijaku za kierownicę-zaśmiałam się panicznie-rozumiesz to ? Bo ja wcale.
-Gabi, on taki był.
-Głupi, najnormalniej w świecie był głupi i nie dojrzały.
-Kochasz go-Kamyk kładzie dłoń na moim ramieniu-dzięki niemu będziesz miała małego.
-Kochałam Kamil, i tylko za Wiktora mogę być mu wdzięczna,za nic innego.
-Czy w takim razie możemy jechać do domu ? Do Zakopanego ?
-W końcu nic nie trzyma mnie już w Krakowie-chwytam dłoń brata i oboje wychodzimy z cmentarza zostawiając moją przeszłość kilkanaście metrów pod ziemią.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)