środa, 31 grudnia 2014

Rozdział 4

 #Gabriela
Godzina 10 rano, wracam z z zakupów oraz porannego spacerku z marudnym Wiktorem który chyba nie przyzwyczai się zbyt szybko do własnego łóżeczka oraz pokoiku. Na całe szczęście zasnął w wózku i teraz mam chwilę spokoju by odetchnąć świeżym powietrzem. Pod blokiem przy jednym z samochodów dostrzegłam swojego sąsiada który wczoraj mi pomógł i przyczepioną do jego nogi, małą dziewczynkę. Włosy miała zaplecione w coś co miało chyba być warkoczykami i ubrana była w czerwony płaszczyk i czarne lakierki. Gregor-mój sąsiad rozmawiał z kimś przez telefon i gestykulował przy tym bardzo szybo ręką.
-Heinz mnie zabije-usłyszałam jego zdenerwowany głos kiedy byłam bliżej jego pojazd-nie zdążę jej dowieźć do was by nie spóźnić się na trening, Thomas! Zobaczę co da się zrobić, grajcie na czas.
-Dzień dobry-uśmiechnęłam się lekko a mężczyzna się skrzywił ale mimo to odpowiedział-może mogę w czymś pomóc.
Dziewczynka odkleiła się od jego nogi i podeszła do wózka i wspięła się na palce by zajrzeć do środka.
-Nie wydaje mi się proszę pani.
-Gaby-wyciągnęłam w jego kierunku dłoń-proszę mi mówić Gaby. 
-Gregor-lekko się uśmiechnął-Caroline nie budź dzidziusia.
-Spokojnie-pogładziłam dziewczynkę po włosach-jakiś masz problem Gregor ?
-Mam trening a opiekunka się spóźnia, już czwarty raz w tym miesiącu.
-Jedź-spojrzałam w jego brązowe oczy-Ty wczoraj pomogłeś mnie, ja dziś pomogę Tobie.
-Ić tatuś, ić-Caroline popchnęła go lekko w stronę auta-ja cem z dzidzim.
-Spadłaś mi z nieba Gaby!
Trzymając jedną dłonią wózek a drugą rączkę małej kopię Gregora patrzyłam jak ten odjeżdża spod bloku. Nigdy bym nie pomyślała,że ten Schliri który tyle w skocznym świecie zwojował ma małe dziecko, że w ogóle ma dziecko. Jedną dłonią trzymając wózek, a drugą dziewczynkę weszłam do klatki i tu zaczęły się przysłowiowe schody. Odetchnęłam głęboko dwa razy by zmotywować siebie do dania sobie rady, bo jak nie ja to kto ?

#Gregor
Mimo tego,że dystans pokonałem samochodem zdyszany z niego wysiadłem i wpadłem na siłownię gdzie odbyć miał się dzisiejszy trening. W duszy miałem nadzieję,że Thomas z chłopakami jakoś grali na czas a ja nie dostanę za ostrej reprymendy. Nie radzę sobie sam z dzieckiem i to lada moment odbije się na moich relacjach z córką oraz jej dziadkami którzy upomną się o wnuczkę jak tak dalej pójdzie.
-Dzwoniła do mnie Krisi i powiedziała,że nie przywiozłeś jeszcze Caro-pierwszy w szatni doskoczył do mnie Thomas-gdzie masz dziecko Gregor!
Thomas względem dzieci był bardzo uczulony.
-W domu-spokojnie odpowiedziałem rzucając torbę ze strojem pod swoją szafkę.
-Jak to w domu ?-Michael wrzasnął tak głośno,że zadzwoniło mi w uszach-samą w domu?
-Samą ?-dopiero teraz pojąłem za jak nieodpowiedzialnego mnie wzięli-została z sąsiadką.
-Przecież Ciebie sąsiedzi nie znoszę za te wszystkie nocne imprezy-zaśmiał się Thomas a ja w tym czasie przywołałem sobie Gaby oraz jej ciepły uśmiech.
-Jak widać nie wszyscy-mruknąłem i wyszedłem się odnotować u trenera.

#Gabriela
Siedziałam na kanapie w salonie i obserwowałam leżącego na kocyku Wiktora i Caroline. Trzylatka podsuwała małemu coraz to nowsze zabawki a on brał je niezdarnie swoimi małymi rączkami i wpychał do buzi.
-Caroline nie jesteś głodna ?-kucnęłam obok dzieci i pogładziłam włoski małej.
-Ce walkocyka-swoje oczy przeniosła na mnie a zirytowany brakiem zainteresowania koleżanki Wiktor rzuciła plastikowy samochodzik na panela.Usiadłam po turecku obok dziewczynki i rozwiązałam jej zadbane, długie włosy. Musiałam jednak na chwilę udać się do sypialni, by z toaletki zgarnąć szczotkę do włosów i dodatkowe wsuwki do włosów.
-Ile masz lat ?-delikatnie rozczesywałam włosy dziewczynki starając się jej nie szarpać za bardzo.
-Tsy-pokazała na palcach a Wikuś cicho się zaśmiał i sam zaczął leżąc na brzuszku zaczął bawić się swoimi paluszkami.Dalej w ciszy plotłam Małej dwa warkoczyki przypominając sobie jak to nade mną znęcały się w ten sposób starsze siostry. Potem już tylko za warkoczę ciągnął mnie Kamil.
-Śpi-Caroline wskazała rączką na śpiącego na kocu Wiktora-dzidzi śpi.
Skończyłam robić Małej dwa warkoczyki i podniosłam się by zanieść Wiktora do łóżeczka by nie spał na podłodze. Caroline jak się okazało pozbierała ładnie w tym czasie porozrzucane zabawki i usiadła spokojnie na kanapie. 
-Chodź pójdziemy przygotować obiadek-wyciągnęłam do niej łapkę.Widać gołym okiem,że sąsiadka mnie polubiła tak samo jak Wiktora i to z wzajemnością.
-Co ugotujemy ?-spytałam pomagając jej usiąść na krzesełku.
-Śniki.
Wyjęłam więc z lodówki składniki potrzebne na naleśniki oraz potrzebny sprzęt kuchenny.  Przygotowanie może zajęło nam długo a Mała ciągle się śmiała pomagając mi wyrobić ciasto. Starałam się nie przypalić placków co wychodziło mi idealnie a już piętnaście minut później przyglądałam się z uśmiechem jak Mała je naleśnika z Nutella i bananem. Schowałam brudne naczynia i patelnię do zmywarki i znów mogłam poświęcić czas córce Gregora. Odwróciłam się a dziewczynka spała z główką na stole. Pogłaskałam ją po główce a potem przeniosłam do swojej sypialni by spokojnie mogła sobie spać.


#Gregor

Na dworze robiło się już coraz ciemniej. Wracałem po treningu do domu wcześniej odwiedzając kwiaciarnię by kupić sąsiadce w podzięce kwiaty. Wiozłem więc na tylnym siedzeniu bukiet czerwonych róż oraz zestaw HappyMeal'a dla Caro a dla mnie i Gaby sałatki. Zaparkowałem na podziemnym parkingu i schodami skierowałem się na pierwsze piętro pod drzwi numer 4. Heinz poinformował nas,że w sztabie za dwa di pojawi się nowa osoba tylko nie chciał nic więcej zdradzić.Zapukałem z nadzieją,że nie będę musiał długo czekać aż kobieta otworzy mi drzwi, zza nich nie dobiegały żadne hałasy, czy płacz dzieci.W końcu usłyszałem upragnione skrzypnięcie a w drzwiach stanęła uśmiechnięta blondynka, ubrana w szare spodnie dresowe i biały sweterek opadający z jednego ramienia.
-Cześć-objęła mnie ramieniem-wejdź do salonu, tylko cicho.
-Cicho ?-postawiłem siatki z zakupami na komodzie w przedpokoju-proszę to dla Ciebie-wręczyłem jej bukiet który wybrać pomogła mi kwiaciarka.
-Dzieciaki śpią-zaśmiała się.
Pokiwałem z uznaniem głową i wszedłem za nią do salonu który był tak samo przestronny jak mój.
Obserwowałem każdy ruch Gaby który wykonywała z niebywałą gracją, nalała wody do wazonu i wsadziła do niego kwiatki stawiając na stoliku w kuchni.
-Napijesz się czegoś ? Może masz ochotę na naleśniki ?-spytała nadal pozostając w kuchni-twoja córka pomagała mi robić.
-To może skuszę się na jednego-uśmiechnąłem się, ciesząc się że po raz pierwszy od dłuższego czasu zapowiada mi się miło spędzony wieczór.

#Gabriela

Przyglądałam się jak sąsiad kończy jeść piątego naleśnika z kremem czekoladowym i bananami.
-Dziękuję-odłożył sztućce na talerz-było naprawdę smaczne.
-Masz zdolną córkę-uśmiechnęłam się.
-Będę się już z nią zbierał, rano muszę ją zawieźć do rodziców.
-Przyprowadź ją do mnie, tylko zabierz jej jakieś zabawki.
-Nie chce Ci robić problemu-Gregor uśmiechnął się niepewnie
-Ależ to będzie dla mnie czysta przyjemność
I nie wiem dlaczego odniosłam wrażenie, że znajomość ze skoczkiem może mieć wpływ na moje dalsze życie.